Niszczycielska siła miłości w powieści Niffenegger

Recenzja książki „Lustrzane odbicie”.
„Powieść rozpoczyna się śmiercią Elspeth Noblin”, która staje się traumą dla jej partnera. Pokazuje niezdrową sytuację ciągłej pogoni za zmarłą, brak akceptacji na koleje losu, bunt wobec niesprawiedliwości ludzkiego żywota, rysuje zgiętą sylwetkę Roberta, który na długo po śmierci ukochanej wdycha jej zapach i usilnie przywołuje obrazy przeszłości.

Bolesną stratę potęguję praca, którą wykonuje Robert, czyli posada na londyńskim cmentarzu Highgate. W efekcie każdą wolną chwilę spędza on przy grobowcu, prowadząc fikcyjne rozmowy z ukochaną. Jakby szaleństwa było mało, paralelnie (dosłownie i w przenośni), bo piętro niżej, poznajemy kolejną osobliwą jednostkę, Martina- człowieka chorego na agorafobię, kompletnie aspołecznego, który prezentuje nam zupełnie inny wymiar szaleństwa niż frustracja po śmierci bliskiej osoby. Martin nie znosi światła słonecznego, żyje w zamkniętej przestrzeni, myjąc ręce co dwie minuty i odliczając do tysiąca, aby uspokoić własne lęki. Mężczyzna tonie w  bezkresie własnego szaleństwa, który stwarza sam sobie każdego obłąkańczego dnia. Do tego wszystkiego dochodzi duch zmarłej Elspeth, który toczy walkę z pośmiertną bezczynnością. W takim ezoterycznym otoczeniu, pełnym sprzeczności, przychodzi żyć dwóm młodym dziewczynom, bliźniaczkom. Nic więc dziwnego, że siostry mają problem z określeniem własnych pragnień, inaczej postrzegają rzeczywistość, a wszystko, do tej pory stanowiło spoiwo ich siostrzanej więzi, staje się czynnikiem destruktywnym.

„Lustrzane odbicie” to skomplikowana opowieść, obraz niełatwych relacji, pragnień, dziwnych splotów wydarzeń i kompletnie niedopasowanych postaci, które mimo wszystko świetnie współgrają w szaleńczym światku. Książka Niffenegger traktuje o  tajemnicach przeszłości, które odciskają piętno na teraźniejszości. To stadium  psychologiczne szaleńców (mało jest w książce everymanów), którzy (każdy na innej płaszczyźnie) nie potrafią poradzić sobie z własnymi fobiami. Ciężko wysnuć jednoznaczną opinię o „Lustrzanym odbiciu”. Nie można zaprzeczyć temu, że buduje nastrój, który udziela się czytającemu, że porusza trudne tematy, ciemną stronę człowieka. Z drugiej strony jednak, nie można przeoczyć faktu, że przy kreacji strony duchowej, posunęła się autorka o krok za daleko, nie pozostawiając cienia interpretacji dla nas. „Lustrzane odbicie” to zwierciadło duszy ludzi niepoczytalnych, które odbija nie tylko ludzkie lęki, ale pokazuje też wizję tego, co potem.

Natalia Kędziak
(natalia.kedziak@dlalejdis.pl)

Audrey Niffenegger, „Lustrzane odbicie”, Nowa Proza, Warszawa 2010


Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat