Brutalne morderstwo w spokojnej wsi. Początkowy brak podejrzanych, brak punktu zaczepienia. Kto mógł pozbawić życia nastolatkę, która wracała do domu przez las? I jaki ma z tym wszystkim związek historia biblijnej Marii Magdaleny i ludowe wierzenia o zmorach?
"Noli me tangere!"to niewielka objętościowo książka, która łączy (dość grubą nicią, swoją drogą) dwie historie – jedna, to dochodzenie w sprawie wspomnianego morderstwa, a druga to historia przekładu Ewangelii wg Marii Magdaleny, która w XVI wieku trafia do polskiego duchownego Jakuba Wujka, a ten podejmuje się jej przekładu.
Książka Andreasa Hoffa w moim odczuciu była mocno nierówna. Zaczęła się nieźle – jak typowy, ale intrygujący kryminał. Później jednak, niestety, emocje opadają i obnażają braki fabularne. W pewnym momencie przenosimy się o kilka wieków wstecz, aby poznać historię z pogranicza ludowych wierzeń o przynoszących śmierć zmorach a wydarzeń z czasów Jezusa. I muszę przyznać, że mimo tego, iż ta część jest zdecydowanie trudniejsza w odbiorze, być może mniej jednoznaczna w interpretacji (mam na myśli przede wszystkim zamieszczony przekład tłumaczonej i nieuznanej ewangelii), to jednocześnie stała się tą bardziej interesującą częścią. Podczas lektury żałowałam, że Andreas Hoff nie zdecydował się na napisanie dwóch osobnych książek. I wiem, że znacznie chętniej sięgnęłabym właśnie po rozbudowaną wersję tej historycznej opowieści.
Wątek kryminalny, z którego szybko jesteśmy wybici przez wspomnianą wstawkę historyczną, powraca do nas w drugiej połowie, jednak bez fajerwerków. Pewnych wątków nie udało się autorowi domknąć, w związku z czym fabuła wydaje się być niedopracowana, jakby po podzieleniu się tajemnicą przekładu historycznego dokumentu, Andreas Hoff stracił serce do tej książki.
W kryminale pojawiają się i powtarzają tak modne obecnie wątki – homoseksualny, seksualności w ogóle (właściwie, niestety, kreacje bohaterów i relacje między nimi do tego się właściwie ograniczają). Jednak jako czytelnik miałam niesłabnące poczucie, że one do tej książki po prostu nie pasują, że są wepchnięte na siłę, aby uatrakcyjnić opowieść. Odniosło to odwrotny skutek.
Możliwe, że celem Andreasa Hoffa w "Noli me tangere!" było zestawienie na zasadzie sprzeczności uduchowionej opowieści z przeszłości i bardzo cielesnej, przyziemnej, momentami wulgarnej narracji z teraźniejszości. Niestety, nie potrafiłam tak szybko przełączać się między tymi perspektywami, w związku z czym książkę, jak na niewielką objętość 220 stron, czytałam zatrważająco długo.
Doceniam pomysł na tę powieść, cieszę się niezmiernie, że autor zdecydował się podzielić z czytelnikami historią dokumentu, który znalazł się w jego rodzinie. I liczę na to, że jeśli Andreas Hoff zdecyduje się wydać kolejną książkę, skupi się na jednym gatunku, czyniąc ją wciągającą i spójną lekturą.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Andreas Hoff, "Noli me tangere!", Wydawnictwo Novae Res 2020
Komentarze