Kto nie czytał, może nie załapać się na to specyficzne poczucie humoru, ale każdemu, kto jest za pan brat z „Samozwańczym egzorcystą, łowcą wampirów i bimbrownikiem. Niezbyt trzeźwym. Niezbyt miłym. Budzącym grozę”, na pewno przysporzy on sporo radości
A będzie tak na pewno, bo każda strona jest w „Notesie” niespodzianką. Tak jak w kalendarzu, w którym odrywamy kolejną kartkę każdego dnia, tak i tu przewracając strony, zawsze znajdziemy urokliwy detal. Czy będzie to odcisk kubka, a może raczej butelki bimbru, mucha, która „przysiadła” na stronie czy ogłoszenie drobne w rodzaju „Jesteś katolikiem, ale marzysz o schabowym w piątek? Ferma bobrów zaprasza na prezentację-degustację”, każda strona „Notesu” ma coś w sobie. Dosłownie.
Co lepsze, niektóre można nawet wyciąć, wywiesić na drzwiach, wyrwać w napadzie złości a inne zastosować w praktyce, tak, jak choćby przepis na kiszenie ogórków, produkcję bimbru i budowę cepa.
Jest tu też horoskop i część bardzo praktyczna – kalendarz na rok bieżący, już częściowo wypełniony mniej i bardziej dziwnymi okazjami. Na wyrywki cytuję niektóre z nich: 22 kwiecień „Urodziny Lenina”, nie sięgając daleko, bo zaledwie stronę dalej „Dzień strażaka” 4 maja z propozycją „Podpalimy remizę, tego się nie spodziewają”, „Dzień chemika” 4 czerwca kiedy to „trzeba wypić z szacunku, to ci kolesie wymyślili denaturat”. Itd.
A na samym końcu „Kompanija do bitki i wypitki”, czyli lista na adresy i telefony oraz czarna lista dla tych, z którymi picie bimbru, ani w ogóle obcowanie nie wchodzi w rachubę.
„Notes” to dla fanów Przygód Jakuba Wędrowycza na pewno trafiony prezent. Ma tylko jeden minus. Jaki? Jest taki fajny, że… będzie trochę szkoda po nim pisać.
Aleksandra Buba
(aleksandra.buba@dlalejdis.pl)
„Notes Wędrowycza”, Fabryka Słów 2012
Komentarze