Główna bohaterka, Mija, jest kobietą sukcesu. Pracuje jako prawa ręka człowieka odpowiedzialnego za kulturę w mieście i świetnie odnajduje się na swoim stanowisku. Jest profesjonalistką przez wielkie „P”. Wyprzedza polecenia własnego szefa i potrafi sprostać każdemu, nawet najtrudniejszemu, wyzwaniu. Jednak ta kobieta znika kiedy wraca do domu. Mija jest przepełniona smutkiem, który każdego wieczoru topi w butelce wina. Jej jedynym kompanem jest pies. Ma jeszcze wieloletniego partnera, z którym mieszka, jednak pozostawia on wiele do życzenia. Znika na całe wieczory tłumacząc jedynie, że ma spotkania służbowe. Mija otrzymuje coraz więcej sygnałów, że jest inna kobieta. I niestety ma rację. Jest to jej najlepsza przyjaciółka. Mija robi wszystko, żeby podnieść się po tak okrutnym ciosie. Jest jej tym bardziej ciężko, ponieważ idealizowała swojego partnera bardzo długo.
„Nova” jest określana mianem romansu, jednak czytając tę książkę na szczęście ciężko dostrzec typową sztampę. Jako osoba, która nie przepada za romansami w każdej postaci, zostałam mile zaskoczona pozycją Uli Machnacz. Kreacja głównej bohaterki jest autentyczna mimo, że czasami denerwuje swoją naiwnością. Czytelnik wie, co Mija powinna zrobić, ale to jest proste kiedy patrzy się z boku. W tej książce najbardziej przyciąga fakt, że autorka momentami przerysowuje niektóre cechy charakteru swoich postaci sprawiając, że książka staje się pastiszowa. Język oraz pozbawienie książki niepotrzebnych opisów nadaje książce dynamiki, dzięki czemu czytelnik nie zastanawia się „Kiedy ona w końcu go zostawi?”
Przytłacza w tej książce niestety pociąg do samodestrukcji głównej bohaterki oraz jej nader przykre doświadczenia życiowe. Jednak tylko początek książki jest depresyjny. Później jest już znacznie lepiej.
Książka godna polecenia, jednak nie nastawajcie się na lekką lekturę przy lampce wina.
Marta Mirowska
(marta.mirowska@dlalejdis.pl)
Ula Machnacz, „Przypływ. Nova”, Novae Res, Gdynia, 2022
Komentarze