Pamiętacie Bridget Jones – kobietę, która niezależnie od tego, co robiła, pakowała się w niesamowite kłopoty? Poznajcie zatem jej nowe wcielenie. Haley Randolph to czarna owca w zacnej amerykańskiej rodzinie, która próbuje wszystkim udowodnić, że da sobie radę bez pięknej matki i wpływowego ojca. Nasza bohaterka zatrudnia się w dość prestiżowej firmie prawniczej Pike&Warner, której szefostwo urzęduje na niedostępnym dla zwykłych pracowników Szesnastym Piętrze, ale to jej nie wystarcza. Musi bowiem mieć środki na swoją wielką pasję, czyli markowe torebki. A ta pasja jest niezwykle kosztowna - Haley postanawia więc podjąć drugą pracę i w ten oto sposób staje się kasjerką, magazynierką i sprzątaczką w wielkim domu handlowym dla trochę uboższych obywateli. Kiedy już wszystko jest na dobrej drodze, Haley zostaje zawieszona w obowiązkach księgowej, ponieważ audyt wykazuje w jej pracy nieścisłości, w tym samym czasie bohaterka znajduje w magazynie sklepu trupa. I to ona właśnie staje się główną podejrzaną. Teraz musi oczyścić się z zarzutów, odzyskać dobre imię i odnaleźć winnego. Pomagać jej w tym będzie, oczywiście, przystojny mężczyzna.
„Torebki i morderstwo” to bardziej pamiętnik zakupoholiczki niż kryminał. Zagadka rozwiązuje się jakby sama, a nasza bohaterka tylko chodzi, podgląda i wszystko udaje jej się przez przypadek. To także powieść, która odkrywa i wyśmiewa konsumpcyjny tryb życia, w którym najważniejsze są dobra materialne i to one określają człowieka. Z przymrużeniem oka pokazuje również pracę w dużej sieciówce oraz wzajemne relacje jej pracowników.
Chwilami trudno polubić Haley. Jest egoistką myślącą tylko o torebkach i zakupach. Jest też prostolinijna i głupia, a prawie wszystkich traktuje jak osoby gorszej kategorii. Czasem miałam wrażenie, że jedynie jej próba bycia dorosłą i niezależną zasługuje u niej na szacunek – wszystko inne mnie w niej denerwowało. Tak samo, jak czasem trudno polubić bohaterkę, tak samo trudno polubić potoczny i infantylny styl pierwszoosobowej narracji, który jednak, mimo wszystko, dodaje szczypty humoru do całości.
To nie jest książka wysokich lotów. Nie oszukujmy się. Ale jest rewelacyjną pozycją na nudną jazdę pociągiem czy wolny zimowy wieczór. To pozycja, która dostarczy dwóch godzin rozrywki, a potem śmiało możemy o niej zapomnieć i wziąć się za coś bardziej ambitnego.
Anna Otlik
(anna.otlik@dlalejdis.pl)
D.Howell, „Torebki i morderstwo”, Bellona, Warszawa 2012
Komentarze