“Nóż w plecy…” to zbiór opowiadań, w których każde opowiada historię innego człowieka zajmującego się muzyką. Bogdan Pniewski pochyla się nad losami muzyków od lat 60. do ostatnich dwu dekad. W każdej z opowieści narratorem jest inny muzyk. Czasem opowiada o całym swoim życiu, czasem o losach innych napotkanych ludzi. W każdym z tych opowiadań jednym z bohaterów jest muzyka, i to nie tylko muzyka weselna.
Po przeczytaniu opisu na okładce oczekiwałam książki mocno rozrywkowej. Nawet mimo zapowiedzi słodko-gorzkich wrażeń, miałam przeczucie, że słodycz jednak zdominuje akcję. I tu przyszło zaskoczenie. W fabule mamy znacznie więcej morderstw, wypadków i okaleczeń ciała niż można się było spodziewać po książce o muzykach weselnych. Tytułowy „nóż w plecy” okazał się nie być metaforyczny. Bohaterowie często biją się po alkoholu, a skutki tych bijatyk bywają katastroficzne. Przy całym tym ciągu awantur, autorowi udało się jednak utrzymać nastrój opowieści sentymentalnej, nostalgicznej i uroczo marzycielskiej.
Autor pisze bardzo obrazowo, wykorzystuje styl gawędziarski. Wesela, zabawy sylwestrowe, dancingi, wieczory panieńskie są opisane z niezwykłą dozą szczegółów. Brawa dla autora za wplatanie w narrację tytułów piosenek, co pomagało poczuć atmosferę szalonych zabaw. Nie ma wątpliwości, że książka Pniewskiego jest w dużej mierze opowieścią społeczną. Momentami, zwłaszcza w pierwszych opowiadaniach, miałam wrażenie, że czytam uwspółcześnioną wersję „Wesela” Wyspiańskiego. Jest to zasługa nie tylko stylu, ale też tematyki. Goście „Weselni” przerzucają się opiniami o polityce, władzy, zmianach społecznych, a w tle trwa wiejska zabawa weselna. Jednym z najistotniejszych wątków wspomnień jest komuna, ze wszystkimi swoimi szarościami i kolorami. Pierwszoosobowy narrator, mimo że w każdym z opowiadań inny, zawsze jest typem obserwatora, nieco wycofanego i krytycznego. “Nóż w plecy…” pokazują w krzywym zwierciadle system społeczno-polityczny i życie uwikłanych w niego ludzi. Muzyka jest dla bohaterów towarzyszem doli i niedoli oraz panaceum na absurdy komunizmu.
Książka Bogdana Pniewskiego nie jest pozbawiona wad. Uwagę zwraca pewna nieproporcjonalność między opowiadaniami. Niektóre są wartkie, dynamiczne, a inne przypominają streszczenie życiorysu. Odnoszę wrażenie, ze całość została zdominowana przez jedno opowiadanie, którego bohaterem jest wybitna śpiewaczka Jolka. Opowiadanie to ciągnie się w nieskończoność, a w porównaniu z innymi wspomnieniami - uważam je za najmniej interesujące i nazbyt melodramatyczne. Nie sposób też nie zauważyć, że powieść jest pełna stereotypów - zwłaszcza tych dotyczących kobiet. Wszystkie te zarzuty dotyczą jednak treści wspomnień, a te trudno oceniać. Nie wiemy bowiem ile w opisanych historiach prawdziwych wydarzeń i rozmów, a ile fantazji i odautorskiej interpretacji zdarzeń.
“Nóż w plecy, czyli wspomnienia muzykantów” to utwór godny polecenia. Autor sprawnie przenosi czytelnika w świat muzyki - zarówno lekkiej i rozrywkowej, jak i poważnej. Opisywany świat potrafi zafascynować, wciągnąć i zatrzymać na dłużej. Nie jest to lektura, o której nie można zapomnieć i momentami nieco się dłuży, ale warto po nią sięgnąć ze względu na ciekawe obserwacje społeczne, nostalgiczny urok i sposób opisywania muzyki.
Teresa Kasprzak
(teresa.kasprzak@dlalejdis.pl)
Bohdan Pniewski, Nóź w plecy, czyli wspomnienia muzykantów, Novae Res, Gdynia, 2019.
Komentarze