Nudne szczęście

Recenzja książki “Szczęście spod igły”.
„Szczęście spod igły” nie porywa od pierwszych akapitów.

„Szczęście spod igły” to powieść, która wyszła spod ręki młodej pisarki Joanny Kruszewskiej. Można odnieść wrażenie, że główną bohaterką historii osadzonej w realiach Białegostoku, rodzinnego miasta autorki, jest cyfra trzy. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom, to po prostu urywki z życia trzech przyjaciółek w obliczu spotykających ich dużych zmian. Jednak cyfra ta nie jest tutaj bez znaczenia i pojawia się w życiu każdej z nich, w innej konfiguracji. Na okładce książki znajdujemy spory zarys fabuły oraz odważną obietnicę wydawcy, po której mamy spodziewać się powieści, napisanej żywym i lekkim językiem, w której odnaleźć się może każda z nas, kobiet. Poprzeczka została postawiona wysoko.

„Szczęście spod igły” nie porywa od pierwszych akapitów. Zabrakło tutaj tego „czegoś” w sposobie narracji. Tego, co sprawiłoby, że od lektury ciężko się oderwać. Powieść zaczyna się dość ciężko i przytłaczająco. Bez żadnego przygotowania i rozgrzewki, wskakujemy od razu w życie jednej z bohaterek. Niestety, w niezbyt przyjemnym momencie, który pozwala nam myśleć, iż jest ona głęboko rozczarowana swoim życiem i brak jej chęci na jakiekolwiek zmiany.  Należy przyznać autorce, iż naprawdę dobrze, może nawet za dobrze, potrafi oddać nastrój i emocje swoich postaci, na tyle, że w niektórych momentach lektura może stać się wręcz męcząca. Jako plus należy również zaliczyć to, iż Joanna Kruszewska zaprezentowała swoje postaci w taki sposób, iż miałam ochotę przeniknąć między drukowane literki i potrząsnąć niektórymi z nich.

W dość ciekawy i sprawny sposób napisane są dialogi, ale narracja jest tutaj definitywnie minusem. Nie nazwałabym jej ani lekką, ani płynną. Niestety, również sama fabuła nie zdobyła mojego uznania. Wątki poskładane są dość chaotycznie, duże fragmenty tekstu wydają się być zbędne i nie wnoszące nic do historii. Całość określiłabym jako dość wtórną i mdłą. Na stronach „Szczęścia spod igły” nie znalazłam nic, co by przyciągało moją uwagę, czy zachęcało do czytania. Cała lektura minęła mi na oczekiwaniu na punkt zwrotny historii, jednak były to złudne nadzieje. Autorce udało się też coś bardzo trudnego – sprawiła mianowicie, iż nie polubiłam żadnej postaci, która przewijała się w powieści „Szczęście spod igły.” Pierwszy raz podczas lektury nie udało mi się wykrzesać w sobie choćby odrobiny sympatii dla żadnej z głównych bohaterek.

Być może powieść „Szczęście spod igły” jest adresowana to bardziej dojrzałych kobiet i to one będą mogły odnaleźć siebie na stronach tej historii. W moim przypadku jednak ciekawie zapowiadająca się historia okazała się nudną i nieporywającą lekturą. Wielka szkoda, że narracja nie jest prowadzona tak dobrze, jak udało się naszkicować bohaterów oraz że nie dorównuje ona dynamizmem dobrym dialogom. Książkę „Szczęście spod igły” poleciłabym kobietom lubiącym typową kobiecą literaturę i nastawionym na prostą fabułę, którą można bez stracenia wątku śledzić pomiędzy jedną a drugą czynnością domową.

Joanna Złomańczuk
(joanna.zlomanczuk@dlalejdis.pl)

Joanna Kruszewska, “Szczęście spod igły”, Replika



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat