„Kłamstwa” Diane Chamberlain przyciągają niczym magnes. Już spoglądając na okładkę wiedziałam, że czas poświęcony tej książce nie będzie zmarnowany. I z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że się nie pomyliłam.
Dwie siostry – Maya i Rebecca – są lekarkami, różniącymi się od siebie jak ogień i woda. Maya ceni sobie stabilizację, ma poukładane życie i męża Adama, z którym rozpaczliwie stara się o dziecko. Rebecca ma nieujarzmioną duszę, do szczęścia potrzebuje adrenaliny, którą zapewnia jej praca lekarza na terenach dotkniętych kataklizmami. Na pozór łączy je niezachwiana siostrzana miłość i wzajemne wsparcie. Bardzo szybko się jednak okazuje, że ta relacja jest o wiele bardziej skomplikowana, pełna sprzecznych emocji, niedopowiedzeń i kłamstw. Siostry zdają sobie z tego sprawę dopiero wówczas, gdy dochodzi do tragedii.
„Kłamstwa” to przede wszystkim historia o tym, że milczenie nie zawsze jest złotem. Niedopowiedzenia sprzed dwudziestu lat mogą ciążyć o wiele bardziej, niż mogłoby się wydawać. Diane Chamberlain zaskarbiła sobie me czytelnicze serce tym, że z taką łatwością i wnikliwością zarazem ukazała sprzeczne emocje, które drzemią w człowieku. Nie bała się pokazać, że siostrę, którą kocha się z całego serca, można nienawidzić, można jej zazdrościć. Uświadomiła także, jak wiele decyzji podejmujemy tylko po to, by przypodobać się innym i jak często całe życie podporządkowujemy temu, jak widzą je nasi najbliżsi.
Diane Chamberlain w swojej książce porusza jeszcze jeden bardzo interesujący problem – kwestię rodzącego się uczucia między dwiema osobami połączonymi bólem po stracie ukochanej osoby. Uczucie z jednej strony naturalne, z drugiej jednak zakazane, staje się wybawieniem i udręką zarazem. W „Kłamstwach” bliskość pomiędzy mężem Mai a Rebeccą została opisane w mistrzowski sposób, ze wszystkimi wątpliwościami, jakie jej towarzyszyły. W ogóle muszę podkreślić, że Diane Chamberlain wykazała się w tej książce nie tylko świetnym stylem pisarskim, ale także prawdziwym psychologicznym wyczuciem. Dzięki temu każdy bohater i każda emocja otrzymali swoje zasłużone miejsce w „Kłamstwach”, nadając opowieści głębię.
Niestety, do tej recenzji muszę dołączyć też słowa krytyki. Bowiem zakończenie okazało się zdecydowanie najsłabszą częścią książki. To prawda, że wszyscy uwielbiamy happy endy, są jednak takie opowieści, do których szczęśliwe zakończenie po prostu nie pasuje. Myślę, że czytelnicy wybaczyliby Diane Chamberlain, gdyby ta historia nie zakończyła się tak przykładnie. Z pewnością przez to straciła ona nieco ze swojego czaru. Jedyna pozytywna rzecz wynikająca z tego cukierkowego zakończenia, to niezwykle mądre stwierdzenie, że „(…) trójkąt zmienił się w koło, a koło może pomieścić o wiele więcej”. I tak ze skomplikowanej relacji na miarę klasycznego trójkąta Maya – Adam – Rebecca, przechodzimy do teorii okręgu, w którym bez problemu miejsce znajdą też przyjaciele i dzieci.
„Kłamstwa” Diane Chamberlain polecam bez mrugnięcia okiem, bo na zakończenie zawsze przecież można to oko przymknąć…
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Diane Chamberlain, „Kłamstwa”, Prószyński i S-ka, Warszawa 2011
Komentarze