Na tym jednym uczuciu postanowiła skupić się Agnieszka Zydroń w swojej książce „Zazdrość kobieca”. Autorka rozwinęła się w temacie na prawie 150 stron, kilkukrotnie powtarzając, że nie będzie „roztrząsała problemu zazdrości poprzez pryzmat nauki, wyników badań, statystyk. Na ten temat powstało mnóstwo cennych publikacji i jeżeli tylko ktoś jest zainteresowany, może bez trudu odszukać potrzebne informacje. Ja piszę tylko i wyłącznie jako laik, obserwator – dla ludzi i o ludziach.” I to stanowi idealne podsumowanie książki. Bowiem, to, co można znaleźć w środku, to dywagacje na temat zaobserwowanych zdarzeń z zazdrością w roli głównej i przemyślenia autorki. Osobiste, niepoparte żadnymi naukowymi dowodami. Ot tak, napisane. Z głowy. I nawet wszystko byłoby w najlepszym porządku, gdyby zawarte w książce informacje znajdowały się na blogu, a nie na oprawionych i wycenionych w PLN kartkach. Po przeczytaniu kilku pierwszych zdań, poczułam potrzebę dowiedzenia się, kim jest autorka. Spodziewałam się przynajmniej psycholożki, ale nie… w opisie z tyłu książki widnieje informacja, że Pani Agnieszka jest osobą zainteresowaną „brakiem poczucia własnej wartości jako przyczyną problemów uczuciowych i emocjonalnych kobiet” (autentyczny, zamieszczony na okładce opis)! Nie mam pojęcia, jaki był cel napisania tej książki, ale mogę przypuszczać, że ze względu na fotografie w niej zamieszczone, na których dopatrzeć się można prężącej się w złotej sukni autorki, jest to jakiś eksperyment związany z zazdrością czytelniczek o jej urodę.
Prawdę mówiąc, nie widzę jakiegokolwiek sensu czytania tej książki i w pełni zgodzę się z autorką, która sama na pierwszych stronach przyznaje, że wiele osób ją strasznie skrytykuje ”…ale także oni bardzo cieszą – bo są. To normalne, że nie można zadowolić wszystkich i nie o to w życiu chodzi. Jeżeli usłyszę słowa: Ale nowość, każdy może coś takiego napisać itp., odpowiem: Piszcie kochani, spełniajcie marzenia, śpiewajcie, twórzcie, sprzedawajcie. Realizujcie założone cele. Będziecie szczęśliwi i przy okazji nie będziecie mieli czasu na tak wnikliwe i cyniczne ocenianie aktywności innych ludzi.” Za radą autorki, proponuję nie sięgać po tę pozycję i zająć się dążeniem do wytyczonych celów lub napisać własne wspomnienia z „zazdrosnych sytuacji”, co na pewno wyjdzie Wam na lepsze. Na „Zazdrość kobiecą” szkoda i czasu i pieniędzy, bo czytanie o niczym nadzwyczajnym będzie nas nieco kosztować. Dla jasności, moja recenzja nie jest podyktowana nawet w najmniejszym stopniu zazdrością.
Iwona Bujak
(iwona.bujak@dlalejdis.pl)
Agnieszka Zydroń „Zazdrość kobieca”, Agant, Kraków 2010
Komentarze