Bohaterka ma wszystko, o czym może marzyć kobieta w jej wieku, a jednak gdzieś w środku czuje się nieszczęśliwa. Bolesne rozstanie z mężem nakłada się na nieprzepracowane problemy i wspomnienia z dzieciństwa, odciskając piętno na jej umyśle i duszy. To z kolei sprawia, że kobieta wszystko rzuca i postanawia zacząć od początku. Przeciwnikami jej decyzji są wszyscy – rodzice, znajomi, współpracownicy. Tylko ona sama wie, że musi to zrobić, aby móc w końcu uratować siebie. Tylko czy jej się uda?
Przy książce Anny Kolut odczuwałam wiele różnych emocji i myślę, że każdy czytelnik będzie tę lekturę odbierał w zupełnie inny sposób. Dla niektórych to, co robi, będzie największą wariacją w życiu i z pewnością wystarczającym powodem, aby poddać ją leczeniu w odosobnieniu, pod kluczem, wśród wyłożonych miękkim materiałem ścian. Dla innych będzie to studium przypadku kobiety, która najwidoczniej nie wiedziała, czego tak naprawdę chce i zaprzepaściła swoje szanse na świetne życie. Znajdą się i tacy, którzy z wyższością się uśmiechną stwierdzając, że jednak posiadanie wszystkiego to paradoksalnie – nie wszystko; zrobią to pewnie głaszcząc swoją wypielęgnowaną z trudem niedolę. Dla mnie jednak, i pewnie dla sporego grona kobiet, ta króciutka, bo licząca ledwo ponad 100 stron książka jest po prostu lekturą o prawdziwym życiu.
Bohaterka mówi do nas bezpośrednio i zawiodą się ci, którzy poszukiwaliby tutaj licznych dialogów czy sensacyjnych zwrotów akcji. Autorka funduje nam wspomnienia napisane interesującym, lekkim i intrygującym językiem, który sprawia, że książkę się świetnie czyta. Lekki język nie idzie jednak w parze z lekkim tematem. I znów – ilu czytelników, tyle tematów, do których dojdą. Albo do których odważą się dojść. Ja postanowiłam potraktować tę książkę na wskroś poważnie, uważnie słuchając bohaterki i zdejmując z jej wynurzeń delikatną pajęczynę wymuszonego śmiechu i humoru. Z tego powodu dla mnie ta lektura opowiada przede wszystkim o chorobie naszych czasów, czyli depresji, i to z perspektywy osoby, która doskonale umie opisać ściskające gardło, czarne uczucie towarzyszące smutkowi.
W zasadzie „Obok” Anny Kolut to również książka z przesłaniem dla tych, którzy zechcą na to przesłanie się otworzyć. Nie zawsze to, co kreuje przed nami świat w formie idealnego życia faktycznie takim życiem jest. Czasami kształtują nas po prostu oczekiwania reszty świata co do tego, jak ma wyglądać nasz mąż, ile czasu powinno się poświęcić pracy czy jak musi toczyć się nasze życie. Trudno jest w szybkim, współczesnym życiu znaleźć czas na to, aby pamiętać o sobie, co skończyć się może wielkim, czarnym krukiem, siadającym nad naszą głową i kraczącym smutno nad naszym życiem.
Książka Anny Kolut, choć cienka, powinna być choć raz przeczytana przez każdą kobietę. Oprócz w sprytny sposób ukrytych opowieści o smutku i depresji oraz rezygnacji z dotychczasowego życia znajdziemy tutaj wiele ciekawych informacji o Holandii, Amsterdamie i tamtejszych imprezach, ale również ludziach, którzy tam mieszkają. To powieść, którą każdy może dostosować do swoich potrzeb, odbierając ją żartobliwie i lekko bądź odnosząc do swojego życia w sposób naprawdę głęboki.
Paulina Grzybowska
(paulina.grzybowska@dlalejdis.pl)
Anna Kolut, „Obok”, Gdynia, wyd. Novae Res, 2016.
Komentarze