„Obsesja zbrodni” – recenzja

Recenzja książki „Obsesja zbrodni”.
Dziennikarka na tropie seryjnego mordercy.

Michelle McNamara miała 14 lat, gdy jej życiem wstrząsnęła zbrodnia. Autorka postawiła sobie za punkt honoru odkrycie tożsamości człowieka, którego ochrzciła mianem „Zabójcy z Golden State”. Przed laty jego przestępstwa przypisywano różnym osobom. W okolicach Sacramento siał postrach „Gwałciciel ze Wschodniej Ściany”, w kalifornijskiej Visalii mieszkańców nękał „Szperacz”, a na południu Kalifornii „Pierwotny Nocny Łowca” wziął na celownik pary. Ogółem ponad 160 ofiar włamań, gwałtów i zabójstw w przeciągu 12 lat działalności. Można by pomyśleć: Jak to możliwe, że tak długo udało mu się uniknąć wymiaru sprawiedliwości?

Ironiczną odpowiedź uzyskacie, gdy wygooglujecie jego pseudonim. Nieironiczną jest fakt, iż czas jego aktywności przypada na lata 70. i 80., gdy techniki śledcze z przerysowaniem ukazywane w serialach typu „CSI” zdawałaby się zapewne równie prawdopodobne, co latające samochody. Po 1986 roku degenerat przeszedł w stan uśpienia, co mogło oznaczać, że siedzi w więzieniu, zmarł lub z innych powodów porzucił swą kryminalną przeszłość, jeśli nie liczyć pojawiających się co jakiś czas doniesień o tym, że dręczy niektóre ofiary telefonami. Śledztwa utknęły w martwym punkcie, wiele dowodów zostało zniszczonych, sprawa praktycznie zniknęła z nagłówków gazet. Wreszcie w 2001 roku dzięki badaniom DNA udało się ustalić, że „Gwałciciel ze Wschodniej Ściany” i „Pierwotny Nocny Łowca” to jedna osoba. To samo źródło z wykorzystaniem pomysłów zasugerowanych pod koniec książki ostatecznie doprowadziło do schwytania zbrodniarza, ale niestety autorce nie było dane tego zobaczyć.

Pełny, angielski tytuł powieści brzmi „I’ll Be Gone in the Dark: One Woman’s Obsessive Search for the Golden State Killer”. Pierwszy człon nawiązuje do słów, jakimi ZzGS straszył jedną z ofiar „Jeden ruch i zamilkniesz na wieki, a ja zniknę w mroku”. Drugi z kolei przygotowuje nas na emocjonalny roller coaster, na jaki decydujemy się, sięgając po książkę opartą na faktach. Jednak w moim przypadku dominującym uczuciem było poczucie wszechogarniającego chaosu. Narracja stanowi bowiem mieszaninę reportażu z podróży po miejscach zbrodni, niedokończonych artykułów, transkryptów, pamiętnika, dziennika i krótkich opowiadań fabularyzujących wybrane zbrodnie. Non stop zmienia się forma i bohaterowie. Non stop przemieszczamy się pomiędzy różnymi płaszczyznami czasowymi. Non stop jesteśmy zasypywani możliwymi poszlakami i dygresjami. Wszystko to, jak przyznaje w posłowiu mąż autorki „wymaga stałej, często niczym nienagradzanej uwagi czytelnika” i ciężko się z nim nie zgodzić.

Nie wątpię, że Michelle McNamara włożyła w to wszystko dużo pracy i energii, być może nawet przypłaciła życiem swą rozwijaną nocami obsesję (zmarła we śnie, przyczyną było m.in. przedawkowanie leków psychotropowych, przeciwbólowych i przeciwlękowych), jednak w żadnym momencie nie poczułam, że zaczynam ją podzielać. Nie było  gorączkowego przewracania stron i przyspieszonego bicia serca, jak miało to miejsce w podobnym tematycznie „Pająku i musze” Claudii Rowe. Pozostaje mieć nadzieję, że powstający na podstawie „Obsesji zbrodni” serial dokumentalny HBO lepiej poradzi się z usystematyzowaniem ogromu materiału, bo sam fakt, iż McNamara pośrednio pomogła schwytać kogoś tak pozbawionego skrupułów, jest jak najbardziej godny pochwały.

Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)

Michelle McNamara, „Obsesja zbrodni”, Kraków, Wydawnictwo Znak, 2019 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat