„Obudzić szczęście” to nie jest jedna z tych opowieści, w których ona jest bez skazy, a on tylko czeka, by porwać ją w ramiona (choć tej drugiej części nie jestem tak do końca pewna). Każde z nich ma własne, uporządkowane życie. Każde ma rodzinę, w której są szczęśliwi. W jej przypadku jednak wszystko to ma miejsce do czasu. Idealne małżeństwo z perfekcyjnym mężem, choć doświadczone przez los, bo niejednokrotnie miała w nim „pod górkę”, skończyło się nagle. W najmniej spodziewanym momencie (czy którykolwiek moment może być odpowiedni i spodziewany?) jej poukładane życie się rozpada. Na miliony drobnych kawałków, nie do posklejania. Od tamtego dnia przestała być żoną Jacka, człowieka sukcesu, a stała się żoną zdradzoną.
Sarah Moon miała święte prawo się załamać. W końcu nigdy tak naprawdę nie była samodzielna. Za mąż wyszła zaraz po studiach i od razu została wchłonięta przez życie męża. Była szczęśliwa, a przynajmniej tak jej się wydawało do czasu, gdy musiała przeanalizować swoje życie i na nowo zdefiniować siebie. Okazało się, że to zadanie wymaga nie lada odwagi, bo można dowiedzieć się o sobie wielu nieprzyjemnych, rozczarowujących rzeczy. Powrót do rodzinnego małego miasteczka jako Wielka Przegrana na początku ma posmak ostatniej kropli przepełniającej czarę goryczy. Wkrótce okazuje się jednak, że „nie ma jak w domu” to nie jest pusty frazes.
Osobiście, nie lubię tego określenia, ale w przypadku książki „Obudzić szczęście” nie mogę się powstrzymać – to jest po prostu fajna opowieść. Nie ze względu na wątek miłosny (choć interesujący, bo nie jest tak banalny i cukierkowy jak w większości książek). Susan Wiggs zawarła w niej więcej, niż prostą historię porzuconej kobiety, która odnalazła nową miłość. To przede wszystkim mądra powieść o silnej kobiecie, która dopiero poznaje swoje możliwości, uczy się niezależności i samodzielności. To także przegląd całej gamy uczuć, jakie towarzyszą momentom przełomowym w życiu kobiety. Zarówno tym negatywnym, które burzą poczucie stabilizacji, jak i tym pozytywnym, które pozwalają obudzić się szczęściu. Często okazuje się, że schematy dotyczące stadiów emocjonalnych, przez jakie człowiek musi przejść, by pogodzić się z rzeczywistością, nie zdają egzaminu. Czasem, jak w przypadku Sarah Moon, trzeba znaleźć własny sposób, odnaleźć własną drogę do szczęścia. I wreszcie książka Susan Wiggs to opowieść o relacjach międzyludzkich. O rodzeniu się bliskości i o jej potrzebie, o relacjach między rodzicami i ich dziećmi, między zdradzoną żoną i jej mężem.
Susan Wiggs ma w swojej książce wiele do przekazania czytelnikowi. Wystarczy dobrze się wczytać, by odnaleźć porady na temat tego, co tak naprawdę ważne jest w życiu. Nie mają one jednak charakteru moralizatorskiego wykładu, kazania czy wymądrzania się. Są jak zwierzenia najlepszej przyjaciółki przy lampce wina, która opowiadając o swoim życiu, nieświadomie wpływa na nasze.
Czy polecam „Obudzić szczęście”? No cóż, fajnych książek po prostu nie można nie przeczytać.
Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)
Susan Wiggs, „Obudzić szczęście”, Mira 2011
Komentarze