„Ocean straconych nadziei” – recenzja

Recenzja książki „Ocean straconych nadziei”.
Dylogia surferska w polskim wydaniu.

Folly Beach to miasteczko znajdujące się w Karolinie Południowej tuż nad Oceanem Atlantyckim. Fale tego oceanu znają wiele sekretów. Widziały morderstwo Matthiasa Harringotna, towarzyszą zakazanym spotkaniom Cassie Harrington z Calabem Raekenem oraz obserwują spór właściciela sklepu z płytami winylowymi i jego sąsiadki. Jakie jeszcze tajemnice skrywają nurty Atlantyku?

Tego, że polska literatura z serii Young Adult święci triumfy wśród nastolatek chyba nie trzeba nikomu udowadniać. Wystarczy spojrzeć na tę masę fanek na spotkaniach autorskich, kolejki po autografy na targach książki czy aktywność na profilach w mediach społecznościowych. Do grupy tych pisarek należy także Zuzanna Wólczyńska. Co będzie z autorkami, gdy ta moda przeminie, nie wiem, ale życzę powodzenia Zuzannie, bo książkę z technicznego punktu widzenia bardzo dobrze się czytało, a im dalej akcja książki się posuwała, tym było lepiej.

Książka adresowana jest zapewne do młodszych czytelników. Jest ona dobra i wciągająca, choć nie jest idealna. Z uporem głównej bohaterki i zamiłowaniem do rozwiązywania zagadek można odkryć sekrety mieszkańców miasteczka. Będzie to droga po nitce do kłębka, a towarzyszyć w niej będzie nam irytujący, arogancki, a przy tym niezwykle pociągający syn mordercy, od którego najlepiej byłoby trzymać się z daleka. Ale jak to zrobić, skoro Cassie i Caleb zostali ze sobą związani pewnymi zdarzeniami?

Czasami działania głównej bohaterki wydawały mi się nielogiczne, bohaterowie byli dość banalni i schematyczni, a chemii między bohaterami nie czułam wcale. Czy to mi przeszkadzało w czytaniu? Właściwie nie. Wciągnęłam się w rodzinne konflikty, polityczne potyczki, odkrywanie mrocznych tajemnic, surferski klimat, podstępy i kłamstwa. Historia była ciekawa, momentami zaskakująca, nie zabrakło zwrotów akcji, a główna bohaterka wzbudzała sympatię oraz emocje i tego trzeba się trzymać. Całość zakończyła się tak, że nie mogę nie zapoznać z kolejnym tomem. Uważam, że młodsza część społeczeństwa chętnie sięgnie po tę pozycję i będzie usatysfakcjonowana tym, że historia oferuje lubiane motywy, jak chociażby enemies to lovers.

Na drugą (finałową!) część trzeba jednak cierpliwie poczekać, ale myślę, że warto, bo tam mają czekać na czytelników rozwiązania wszystkich zagadek. Poza tym wydanie posiada piękne barwione brzegi, które wraz z kolejną częścią książki stworzą cały obrazek nawiązujący do powieści.

Emilia Ogrodzińska
(emilia.ogrodzinska@dlalejdis.pl)

Zuzanna Wólczyńska „Ocean straconych nadziei” Wydawnictwo Jaguar, Warszawa, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat