Nic tak jednak nie przekonało mnie do prawdziwości tych słów, jak książka Shahriara Mandanipoura „Irańska historia miłosna. Ocenzurowano”. Negowanie przez specjalnie powołane komisje, wszystkich myśli i słów, które w jakikolwiek sposób mogłyby działać na „niekorzyść” moralności w tej islamskiej republice, wywołuje grozę w umyśle Europejczyka, żyjącego w pozornie bezpiecznym świecie, w którym wolność myśli i wypowiedzi, zdaje się być czymś naturalnym i nieograniczonym. O tych absurdach, a także o wewnętrznych rozgrywkach w Iranie, żyjącym w ciągłym konflikcie ze światem i samym sobą, kobietach i mężczyznach, którym władza i religia narzuca zachowania niezgodne z ich wolą, a także o innych kuriozalnych sprawach, autor „Irańskiej..” opowiada w nietypowy sposób.
Nowatorski styl zapisków Shahriara Mandanipoura, charakteryzuje się tym, że pisząc powieść o miłości, zaopatruje ją na bieżąco tłumaczeniami kontekstów, pouczeniami, a także adnotacjami polityczno-społecznymi, tak że odnosimy wrażenie, iż jest to „książka w książce”. Choć stanowią niewątpliwie całość, są jednocześnie dwiema odrębnymi historiami, z których tylko jedna mogłaby ukazać się na irańskim rynku wydawniczym. Ocenzurowana zawczasu przez doświadczonego pisarza, wielokrotnie odrzucanego przez komisję, wiele straciłaby na uroku, gdybyśmy nie mieli wglądu w te wszystkie zdania i myśli, które zostały wykreślone, jako zagrażające moralności.
Historia zarówno miłosna, jak i obyczajowa, nie ukrywam, że z pozoru banalna, staje się w miarę rozwoju sytuacji, coraz bardziej skomplikowana, niecodzienna, a wreszcie przyprawiająca o ból głowy. Mandanipour sam staje się ofiarą swej wyobraźni i niestety rzutuje to na ostatnie rozdziały książki, w których bohaterowie zaczynają popadać w stan bliski obłędowi. Sama historia uczuć Dary i Sary, nie jest porywająca i nie wieje wielkim i ckliwym romansem. Dlatego też uważam, że druga strona książki, jej drugie dno, niemożliwe do opublikowania w Iranie, staje się dużo ciekawsze, jako forma dokumentu i próba przekazania prawdy o tym, jak traktuje się pisarzy w kraju, w którym notabene uchwalono konstytucję, nadającą ludziom pełnię swobód obywatelskich. Autor „Irańskiej historii miłosnej” nie twierdzi, że jest inaczej. Nowa konstytucja pozwala drukować i wydawać wszelkie książki i gazety, surowo zabraniając ich cenzury, ale niestety ta sama uchwała nie mówi o tym, czy tym książkom wolno opuścić drukarnię. To już zupełnie inna historia.
Mandanipour, ukazując pełnię absurdu, obrazuje to konkretnymi przykładami. Uzmysławia nam, jak trudne zadanie staje przed irańskim pisarzem, który chcąc opisać scenę miłosną, musi uciekać się do sformułowań z zakresu ogrodnictwa, sadownictwa, a nawet metaforyki wojennej typu „i wzniósł swoją żylastą maczugę, i uderzył nią natartą oliwą tarczę”. Bez możliwości opisania prawdziwych doznań wynikających z aktu miłosnego, bez możliwości określenia nawet urody kochanków, którzy muszą być ubrani, nie mówiąc już o tym, że nie powinni być oni sam na sam przed ślubem, wszelkie aspekty związane z miłością cielesną, nie mają szans ukazać się w druku, by szerzyć zgniliznę i namawiać do niecnych czynów czytelników.
Być może to właśnie dzięki tak zaostrzonej cenzurze „pisarze irańscy stali się najgrzeczniejszymi i zarazem najbardziej niegrzecznymi, najromantyczniejszymi i najbardziej pornograficznymi, najbardziej upolitycznionymi, najbardziej socrealistycznymi i najbardziej postmodernistycznymi pisarzami na świecie”.
„Irańska historia miłosna” to świetna lekcja o Iranie. Nie tylko o historii i ludzkich opiniach, nie tylko o prześladowaniach, cenzurze, przesądach, magii, o religii, normach i zakazach. To także lekcja wiedzy o ludziach, o ich myślach, potrzebach i ograniczeniach. Mało w niej miłości, ale za to wiele prawdy o człowieku, zmuszonym funkcjonować czasem w upodlających warunkach we własnym kraju.
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Shahriar Mandanipour, „Irańska historia miłosna. Ocenzurowano”, Wydawnictwo W.A.B, Warszawa 2010
Komentarze