Od pożądania do zakochania jeden krok

Recenzja książki „Mąż, którego nie znałam”.
Romans historyczny to dość szeroka dziedzina literatury. Sylwia June Day chciała spróbować swoich sił w zupełnie innym stylu i tematyce.

Wynikiem tego jest jej ostatnia powieść „Mąż, którego nie znałam”.

Dawny Londyn. To właśnie w tym klimatycznym mieście rozgrywa się akcja książki. Isabel to wdowa. Jej wcześniejszy mąż zdradzał ją i traktował niczym powietrze, więc  jest nieufna wobec mężczyzn. Po jego śmierci postanowiła, że nie będzie się już więcej wiązać z żadnym mężczyzną. Seks i uciechy cielesne - tak. Miłość i ślub - nie. Ale pewnego dnia Gerard, znajomy jej aktualnego kochana poprosił ją o rękę. Miało być to małżeństwo z rozsądku. Obie strony będą zadowolone, gdyż młodzieniec w ten sposób uniknie zalotów innych kobiet, a ona spokojnie będzie mogła oddawać się przyjemnościom bez dalszych małżeńskich propozycji ze strony przystojnych facetów. Poza tym wiele ich łączy. Mają niemały apetyt seksualny, podupadającą reputację i postanowienie, że miłość i zakochanie to nie dla nich. Ale wszystko się zmienia po kilkuletniej rozłące. Oboje nie są już tymi samymi osobami. Czy teraz ich uczucia i plany wobec siebie będą inne?

Przyznaję, że książkę „Mąż, którego nie znałam” pochłonęłam z niemałą lekkością i cóż... z wypiekami na twarzy. To romans łączący elementy historyczne, psychologiczne, erotyczne. Każdy coś tu dla siebie znajdzie, zwłaszcza jeżeli poszukuje niezobowiązującej, przyjemnej lektury na samotny wieczór. Bohaterowie są nakreśleni ze sporą dokładnością. Ich rys psychologiczny, sposób zachowania, postrzeganie niektórych kwestii, choć sprzeczny z moimi poglądami, był zdecydowanie dobrze ukazany przez autorkę. Klimat jest niesamowity a Londyn i tamtejsza społeczność wiernie odwzorowane. Nie zabraknie emocji podczas czytania, podobnie jak i niespodzianek i tajemnic do rozszyfrowania. Będzie nieco humorystycznych wstawek, jak i wzruszających momentów. Minusem dla niektórych może być brak stylizowanego na dawne czasy języka, ale dla mnie nie jest to jakoś szczególnie duża wada. W książce znajdują się sceny seksu, które miejscami są dość odważne, więc lektura raczej dla osób dorosłych.

„Mąż, którego nie znałam” to lekki, ale nie pozbawiony przesłania romans erotyczny. Wszystkim miłośnikom tego typu literatury z pewnością przypadnie do gustu.

Emilia Zubrycka
(emilia.zubrycka@dlalejdis.pl)

Sylvia June Day, „Mąż, którego nie znałam”, Helion/Sensus.pl



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat