Odkryj swoją kobiecą esencję

Recenzja książki „Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm”.
Gdyby wszyscy czytali poradniki i przewodniki życiowe, a potem stosowali się do zawartych w nich porad, to świat byłby miejscem ludzi szczęśliwych, zadowolonych z siebie i życia.

Jednak na szczęście nie wszyscy sięgają po pozycje z działu „psychologia.” I choć uważam, że to bardzo dobrze, to jednak ku własnemu zdziwieniu mogę powiedzieć, że warto, by nieco więcej kobiet sięgnęło po książkę „Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm”.

Czasem czytam różnego rodzaju poradniki z dziedziny samorozwoju, motywacji, związków. Mówię wprost – często dla zabawy czytam wszelkiego rodzaju „mądrości”, by móc się z nich bezkarnie ponabijać. Banalne banały i oczywiste oczywistości czasem naprawdę bywają śmieszne. A niektóre „odkrywcze” myśli moim zdaniem zasługują na zaszczytną nagrodę „antynobla”. Z takim samym nastawieniem podeszłam do lektury poradnika Rachael Jayne Groover. I choć duża część tekstu to pseudopsychologiczny bełkot w stylu New Age, to jednak kilka stwierdzeń naprawdę przyciągnęło moją uwagę, a niektóre porady nawet wcieliłam w życie z nie najgorszym rezultatem. W czym tkwi sekret wyjątkowości „Silnej i kobiecej”?

Moim zdaniem w banalności. Groover nie odkrywa w zasadzie niczego nowego, nie pisze o najnowszych „odkryciach” w dziedzinie „poradnictwa”. Jako terapeutka wiele razy miała styczność z osobami, które potrzebowały nieraz prostej, ale dosadnej porady, by faktycznie coś w swoim życiu zmienić. I taka jest też książka „Silna i kobieca” - nie przypomina „Cosmopolitana” z jego „50 najnowszymi trikami, jak doprowadzić go do orgazmu”, ale raczej zmierza w stronę mini terapii, która ma na celu przypomnieć kobiecie o tym, co w gruncie rzeczy znaczy być kobietą.

Bo tak naprawdę faktycznie po zastanowieniu, przyznałam autorce rację, że w dzisiejszym świecie trzeba kobietom przypominać, co znaczy kobiecość. W świecie, który coraz szybciej się rozwija i w którym bez ciągłego dostępu do internetu nie ma co marzyć o pilnowaniu swoich interesów, przedstawicielki płci pięknej zapominają o swoim naturalnym dziedzictwie, o predyspozycjach, którymi obdarzyła je natura. Rywalizacja z mężczyznami doprowadza nas do przejęcia ich zachowań, do przekraczania granic między płciami. Przez to – posługując się nomenklaturą Groover – tracimy naszą kobiecą „esencję”. Na szczęście jednak czasem wystarczy bardzo niewiele, by na nowo poczuć się bardzo kobieco.

Zresztą, polecam wszystkim kobietom (za namowa Groover) proste przyjrzenie się sobie i momentom, w których naprawdę czujecie się kobiece. Jaka fryzura sprawia, że macie ochotę poflirtować, jaki makijaż dodaje wam kobiecej pewności siebie przez ważną randką, czy jak i w którym miejscu podczas zbliżenia z ukochanym odczuwanie przyjemność. Czasem wystarczy po prostu nauczyć się inaczej oddychać lub poruszać, by „aktywować w sobie swoją żeńską esencję”. I co jeszcze bardzo ważne – Groover przypomina nam, że wcale nie musimy rywalizować z mężczyznami we wszystkim, że musimy zaakceptować pewne swoje ograniczenia, ale jednocześnie możemy uczynić z nich swoją broń.

W dobie zaniku tradycyjnych ról społecznych i klasycznego podziału na elementy genderowo męskie i kobiece, książka „Silna i kobieca” pokazuje, że może nie warto walczyć z tym, czym obdarzyła nas natura i lepiej po prostu nauczyć się z tego dobrodziejstwa korzystać. A wiele sposobów na to, jak odkryć siebie i swoją kobiecość na nowo znajdziecie właśnie w tej książce.

Michalina Guzikowska
(michalina.guzikowska@dlalejdis.pl)

Rachel Jayne Groover, „Silna i kobieca. Jak wzmocnić swój magnetyzm”, Studio Astropsychologii, Białystok 2012



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat