„Odmęty śmierci” – recenzja

Recenzja książki „Odmęty śmierci”.
Nowa powieść Wojciecha Wójcika? Tego nie można przegapić.

Nie od dziś wiadomo, że jestem fanką twórczości Wojciecha Wójcika. Odkąd przeczytałam „Miałeś tam nie wracać” z wypiekami na twarzy sięgam po każdą kolejną jego książkę. Niektóre podobają mi się bardziej, inne nieco mniej. Żadnej jeszcze w moim osobistym rankingu nie udało się zdetronizować tej pierwszej, ale niektóre  były bardzo blisko szczytu. Każda kolejna jednak przyciąga, a potem to już wciąga tak, że nie da się jej odłożyć.

„Odmęty śmierci” to najnowszy kryminał pióra Wojciecha Wójcika. Tym razem ofiarą jest seniorka, pani Krystyna, zamordowana po niedawnej wizycie w szpitalu psychiatrycznym. Podobną śmiercią kilkadziesiąt lat wcześniej zginął jej mąż. Co takiego działo się w tej rodzinie, że zebrała ona tak krwawe żniwo? Za zamkniętymi drzwiami życie nie było już tak kolorowe, jak to prezentowano na pokaz przed znajomymi. W związku z tym, że pani Krystyna pozostawiła w swoim testamencie zapisy, które mocno zaskoczyły rodzinę, ta postanawia zrozumieć decyzje seniorki. Do czego ich to doprowadzi?

Chyba mogę tak napisać, że „Odmęty śmierci” to kryminał w "wójcikowym" stylu. Znajdziemy w nim te rozwiązania, do których przyzwyczail nas już autor. Absolutnie nie oznacza to, że książka jest nudna czy nieprzewidywalna, a jedynie wiemy, że będzie zagadkowo, niejednoznacznie, zagmatwanie. Podążamy więc z bohaterami od jednej wskazówki do drugiej, odkrywając stopniowo skomplikowaną sieć zależności. Podsuwanie kolejnych podpowiedzi, czasem na wpół ukrytych, ledwie uchwytnych tropów, które niczym okruchy chleba, autor zostawia nam po drodze, by na końcu pokazać, że wszystko w tej historii było po coś. Nieprzekonanym pozwolę sobie tylko wspomnieć, że w tej niebanalnej historii mamy wątek szpitala psychiatrycznego. To musi być mocna książka.

Doskonale się bawię przy tych historiach kryminalnych. Podobnie było z „Odmętami śmierci”. Łatwo jest się wprowadzić w ten mroczny nastrój pełen tajemnic, to napięcie, gdy wiadomo, że do czegoś dążymy, choć jeszcze nie wiadomo jaka będzie prawda, bo wszystko osnute jest gęstą mgłą. Lubię to, że Wojciech Wójcik osadza swoją fabułę w teraźniejszości łącząc ją z wydarzeniami sprzed lat. Ten zabieg stosuje bardzo często (chyba w każdej jego książce, którą miałam okazję przeczytać), ale on mi się chyba nigdy nie znudzi. To, jak wydarzenia z przeszłości mogą rzutować na to, co dzieje się tu i teraz, jak długo można nosić w sercu ranę, jak wiele czasem zależy od pozornie błahych decyzji, autor wykorzystuje po mistrzowsku.

Wojciech Wójcik przyzwyczaił nas do dość opasłych opowieści, a „Odmęty śmierci” są jak na tego autora dość cienkie (choć w dalszym ciągu to ponad 500 stron lektury). Jeśli kogoś tylko i wyłącznie grubość książek powstrzymuje przed poznaniem twórczości tego autora, to zdecydowanie warto się przełamać i sięgnąć po jedną z jego powieści (ta najnowsza – z pewnością będzie mocnym startem). Przez książki Wojciecha Wójcika się właściwie płynie, czyta się je płynnie, dzięki lekkiemu pióru autora.

„Odmęty śmierci” to must read dla fanów kryminałów, dla czytelników, którzy szukają wielowątkowych, nieoczywistych historii, którzy najlepiej relaksują się, gdy nitka po nitce odkrywają splątaną nić wydarzeń. Czy to na plażę, czy na wieczorne leniuchowanie czy też właściwie na każdą inną okazję i porę roku – lektura książki Wojciecha Wójcika to rozrywka, która dosłownie wciąga i trzyma do samiutkiego końca.

AP
(biuro@dlalejdis.pl)

Wojciech Wójcik, „Odmęty śmierci”, Wydawnictwo Zysk i S-ka, Poznań 2023



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat