„Odwykownia” – recenzja

Recenzja książki „Odwykownia”.
Alkoholizm może stać się bohaterem smutnej, depresyjnej historii. Ale można też inaczej.

I ośmielę się dodać, o wiele lepiej. Trochę cynicznie, trochę ironicznie, trochę z przymrużeniem oka, ale tak naprawdę wciąż na serio.

Wieniek ma trzydzieści lat, żyje w Polsce lat 80-tych, a jego życie upływa na zabawie i oddawaniu się ulubionej pasji – piciu alkoholu. Mieszka z rodzicami, ima się dorywczych zajęć, choć z uwagi na sposób spędzania czasu wolnego, ciężko jest mu utrzymać jakąś posadę. Nie jest też do końca jasne, czy w ogóle mu na tym zależy. Wieniek w swoim mniemaniu prowadzi całkiem udane życie. Innego zdania jest jednak jego rodzicielka, która podstępem (albo raczej alkoholowym przekupstwem) skłania go do rozpoczęcia odwyku w jednym z oddziałów… szpitala psychiatrycznego.

I tak też Wieniek rozpoczyna swoją własną drogę przez mękę. Przeżywa istne katusze, jest wodzony na pokuszenie (i trzeba szczerze przyznać, że silną wolą nie grzeszył), ale też otrzymuje silne wsparcie. Jednak to, co dla naszego głównego bohatera wydaje się być najbardziej cenne, to fakt, że w szpitalu, pełnym osób z różnego rodzaju problemami, wreszcie jest traktowany jak człowiek – z szacunkiem i z sympatią.

„Odwykownia” koncentruje się na tym okresie, który Wieniek spędza w szpitalu – ukazując zmianę, jaka w nim zachodzi, ale także chwile zwątpienia, kolejne mocne postanowienia poprawy, błędne koła. Naświetla relacje, jakie główny bohater buduje z innymi mieszkańcami szpitala, pokazuje też zmianę postrzegania samego budynku.

Całą historię poznajemy właśnie z perspektywy naszego głównego bohatera. Jak wytrawny bajerant, oczarowuje czytelnika, owija go sobie wokół palca bez żadnego wysiłku. Rozbraja swoją szczerością i nawet jeśli nie zawsze udaje mu się sprostać czytelniczym oczekiwaniom, to jednak nie sposób długo się na niego gniewać.

Nie nazwałabym tej książki prześmiewczą, ale zawiera w sobie niezwykły ładunek ironiczno-cynicznego poczucia humoru. To właśnie czyni tę lekturę tak niezwykłą. W „Odwykowni” miesza się czarna komedia z dramatem, rzeczywistość z fikcją.

Lekkie pióro autora wyczuwa się już od pierwszych stron. I docenia się, na równi z samym pomysłem na fabułę, aż do ostatniej kartki.

Oto historia, która zasługuje na owację. Na stojąco.

Agata Podgajska
(agata.podgajska@dlalejdis.pl)

Mieczysław Łuksza, Odwykownia, Novae Re, Gdynia 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat