„Ogień w gardle” - recenzja

Recenzja książki „Ogień w gardle”.
Są takie książki, które trafiają do nas w odpowiednim momencie i czasie. Tak właśnie było z powieścią „Ogień w gardle” Beatriz Serrano, bo wyciąga na światło dzienne tlący się gdzieś pod skórą zapach najdłuższego lata w życiu, gdy internet był jeszcze przygodą, a bunt miał smak nieposkromionej wolności.

Już od pierwszych stron powieści wsiąka się w specyficzny klimat lat 90. XX wieku i tego, co ten szczególny czas miał w sobie najlepszego – raczkująca technologia, pierwsze komputery, Internet jako przestrzeń bez algorytmów i filtrów niczym dziewiczy rejs bez kontroli rodzicielskiej. Wszystko to buduje klimat nieuchronnej wolności, która jednocześnie bywa pułapką. Czytelnik wchodzi w ten świat razem z bohaterką i daje się porwać jej historii.

Blanca to postać skonstruowana z nieoczywistych warstw. Wrażliwa i rozdarta, gra idealną córkę na powierzchni, podczas gdy w środku przepracowuje żałobę po matce, której nigdy nie pozwoliła sobie do końca przeżyć. To właśnie ta nieuśmierzona strata napędza jej potrzebę przekraczania granic – nie jako bunt dla samego buntu, ale jako desperackie poszukiwanie miejsca, w którym ból w końcu przestanie mieć rację bytu.

Autorka prowadzi narrację językiem, który łączy literacką wrażliwość z rytmem bliskim codziennej mowie. Zdania są plastyczne, osadzone nie tylko w ustach nastolatki chcącej wykrzyczeć światu, co o nim myśli, ale również w ustach osoby świadomej tego, że w życiu musi chodzić o coś więcej i warto po to sięgnąć.

Tempo nie przytłacza natłokiem zdarzeń, ale też nie stoi w miejscu. Tak samo zresztą jak bohaterka, która nie zamierza bezczynnie czekać na to, co przyniesie jej los. Historia posuwa się do przodu zdanie po zdaniu, a czytelnik idzie za nią bez oporu, gotowy na więcej, rozpalony tlącym się także i w nim uczuciem pustki i przepełnienia.

Klimatem „Ogień w gardle” przywodzi mi na myśl „Gargulca” Andrew Davidsona. Z tą różnicą, że realizm magiczny przemycony tu został tak subtelnie, że przestaje być gatunkowym zabiegiem – choć został wprowadzony intencjonalnie – a staje się po prostu faktem.

To książka dla tych, którzy wiedzą, że ogień w gardle to nie choroba, a sygnał, że coś w środku domaga się przestrzeni, nazwania, wypuszczenia. Serrano daje swoim bohaterkom i czytelniczkom historię, która nie gasi płomienia, ale uczy, jak z nim żyć. I to, w moim odczuciu, czyni ją lekturą wartą zapamiętania.

Karolina Janetta

Beatriz Serrano, „Ogień w gardle”, Wydawnictwo Znak, Kraków, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat