Czy te drobne, delikatne dary Matki Natury mogą pisać ludzkie historie? Okazuje się, że tak.
Jestem jedną z tych osób, które nie potrafią przejść obojętnie obok kwiatów – niezależnie od tego, czy chodzi o dumne róże, o pachnące lilie, czy też o drobne konwalie czy niezapominajki. Każda roślina ma w sobie „to coś”, wyjątkowy skarb, który odkrywają tylko nieliczni – ci, którzy zdecydowali się poświęcić chwilę ze swojego cennego, wypełnionego wieloma ważnymi zajęciami czasu, by pochylić się nad kolorowymi płatkami, zachwycić się ich delikatnością i wsłuchać się w to, co mają nam do przekazania. „Ogród babci Marcjanny” autorstwa Agnieszki Nowak to wyjątkowa, pełna ciepła, wciągająca opowieść o losach kilku bohaterów, którzy żyją w cieniu kwiatów. Przyznam szczerze, że przygoda z tą książka była da mnie iście magiczna, pachniała łąkami, polami i przydomowymi ogródkami. Im więcej stron powieści miałam za sobą, tym bardziej nie chciałam rozstawać się z cudownymi roślinami i głównymi postaciami. Chciałam całą sobą chłonąć ten cudowny świat.
Każdy rozdział, każdy kwiat to kolejna historia. Jedne opowieści są pełne radości i szczęścia, inne opływają łzami i mają nieco gorzki posmak, jednak i one zawierają w sobie ziarnko dobra, które z kolejnym zdaniem, akapitem i stroną kiełkuje, by wydać w końcu owocny plon. Losy głównych bohaterów splatają się w jednym wyjątkowym miejscu – w tytułowym ogrodzie babci Marcjanny, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Otuchę, nadzieję, zatarte wspomnienia, ukojenie dla zbolałego serca, uzdrowienie dla zadanych niegdyś przez innych ran. Kwiaty rosnące w ogródku kobiety mają wyjątkową moc, a każdy z nich kryje w sobie tajemnicę, piękną historię o miłości, tęsknocie i przebaczeniu.
Katarzyna Kubiak
(katarzyna.kubiak@dlalejdis.pl)
Agnieszka Nowak, „Ogród babci Marcjanny”, Wydawnictwo Novae Res 2020
Komentarze