„Oko Horusa” – recenzja

Recenzja książki „Oko Horusa”.
Połączenie nieszablonowych elementów

Kiedyś trochę interesowałam się Egiptem, a kryminały, thrillery zawsze były i są mi bliskie. Nigdy chyba jednak nie wpadło mi w ręce połączenie tych dwóch aspektów. W dodatku z opisu wywnioskowałam, że mogę liczyć na nieco mroczniejsze elementy, więc postanowiłam dać szansę nieznanej mi autorce, przedstawiającej się jako „wielbicielka ciekawych książek”.

Kobieta faraon Hatszepsut okazuje się kluczem do znalezienia odpowiedzi na pytanie: Czy to możliwe, by człowiek stał się nieśmiertelny? Próba zmiany tego stanu rzeczy przypadła byłemu najemnikowi i właścicielowi biura detektywistycznego, Benedictowi Rutherfordowi. W jego ręce trafił tajemniczy wisior w kształcie oka, gdy przyjaciel zaprosił go do Egiptu na uroczyste otwarcie Świątyni Miliona Lat. Rutherford nie spodziewał się, że właśnie został wplątany w wielką międzynarodową intrygę, która może doprowadzić do rozwiązania zagadki nieśmiertelności.

Sięgając po książkę spodziewałam się super-odkrywcy i zawiłej akcji, jednak to, na co trafiłam, zaskoczyło mnie już od pierwszych stron. Otóż nie dość, że wielowątkowa i złożona, fabuła jest rozwijana z perspektywy kilku bohaterów. Ich losy łączą się ze sobą, choć długo w sposób nieoczywisty. Chwilami można się trochę pogubić, jednak nie przekłada się to na żadną irytację. Dodatkowo w książce pojawiają się retrospekcje, pozwalające nabrać trochę dystansu.

„Oko Horusa” czyta się w miarę szybko, bo wciąga, że trudno się od niej oderwać. Co chwila pojawiają się nowe fakty, podsycające ciekawość. Nawet kiedy coś ucieknie, da się po chwili odnaleźć. Naprawdę ciekawie poprowadzone śledztwo i intrygująca historia Egiptu świetnie współgrały sprawiając, że to rzeczywiście ciekawa i niecodzienna książka.

Bardzo zawiła, jednak da się to wybaczyć dzięki „orientalnemu splotowi” i emocjonującej historii (rozumianej zarówno jako fabuła, jak i ta Egiptu). Dodatkowym plusem książki jest to, że po przeczytaniu zostaje się z pytaniem o nieśmiertelność i jest o czym pomyśleć, choćby w celu uporządkowania sobie w głowie, co się przeczytało. Odebrałam „Oko Horusa” jako powieść w stylu Dana Browna, może pod względem kunsztowności w tyle za nim, ale wartą polecenia zwłaszcza tym, którzy lubią książki pełne intryg, akcji i odwiecznych zagadek.

Kinga Żukowska
(kinga.zukowska@dlalejdis.pl)

Jola Czemiel, „Oko Horusa”, Novae Res, 2020.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat