Ewa jest niezwykle zdolna i robi oszałamiającą karierę w biurze architektonicznym. To jej projekty są realizowane. Ewa ma tylko kilka wad. Jedną z nich jest spóźnianie się bez informowania kogokolwiek, często uzupełnione o syndrom dnia po, który co bardziej domyślni dość szybko odkrywają w jej zachowaniu. Tyle wystarczy do zwolnienia z pracy. Wisienką na torcie jest jej związek z synem właściciela konkurencyjnego biura. Może więc nie jest bezinteresowna w swojej pracy? Może mu donosi rozwiązania? Może…
I tak kobieta traci pracę. W sumie nie do końca wiadomo, dlaczego. Bo Ewa trzyma się w ryzach. Owszem, ma problemy natury psychicznej, ale raczej sobie z nimi radzi. Może nie dość dobrze, ale nigdy nie zawaliła żadnego projektu. Jej praca jest kreatywna i nie da się jej zamknąć w przedziale godzinowym od do, czego oczekuje jej szef. Natomiast jej związek nie wszystkim odpowiada.
Zatem Ewa zaczyna spadać. Ponownie. Jej życie nigdy nie było specjalnie szczęśliwe, ale na tyle trzymała wszystkich z daleka od siebie i od swojej przeszłości, że nikt specjalnie w niej nie grzebał. Była inna, trzymała się z daleka, nie utrzymywała kontaktów pozazawodowych z kolegami z pracy. To zarzut, prawda? Duża część osób tak myśli. W końcu idealny współpracownik powinien spijać z dzióbków innych, słodko się uśmiechać, chodzić na piwo albo wódkę, a w ogóle idealnie by było, gdyby jeszcze dał się poderwać jakiemuś podchmielonemu koledze. Albo szefowi.
Zupełnie nieoczekiwanie Piotr, syn konkurenta z branży, zaczyna być obecny w jej życiu. Ona go wyrzuca, on wraca, z uporem i ciągle. Kolejne dni sprawiają, że zaczyna lepiej rozumieć jej zachowania, że widzi to, czego inni nie widzieli. Podobnie jak czytelnik, tyle że obie strony mogą uczestniczyć w poznaniu historii Ewy tylko na tyle, na ile ona im pozwoli.
Ta historia staje się coraz bardziej mroczna z każdą stroną, z każdym kolejnym zdarzeniem, które poznajemy. Przemoc, której doświadczyła jako kilkuletnie dziecko, w pewnym stopniu ją uodporniła, ale jednocześnie odcisnęła trwałe piętno na jej życiorysie. Z tym obciążeniem Ewa walczy, jak umie. Uzależnieniem, autodestrukcją, ale także izolacją od innych.
Ta książka jest tak mroczna, że aż przerażająca. Jednak przy dokładniejszym przyjrzeniu się bardzo szybko odkryjemy, że rodzice, którzy wykorzystują własne dzieci dla merkantylnych interesów, mogą być obecni w różnych miejscach. Równie często mamy do czynienia z dziećmi, które nie miały zbyt szczęśliwego dzieciństwa. Mimo to doczytanie do końca sprawia, że czytelnik oddycha z ulgą. Bo to tylko książka, choć podobna historia mogłaby się wydarzyć.
Agnieszka Pogorzelska
(agnieszka.pogorzelska@dlalejdis.pl)
Aleksandra Pawłyszyn, „Ołowiana godzina”, Wydawnictwo Novae Res, 2023
Komentarze