„Ona i on” - recenzja

Recenzja książki „Ona i on”.
Gdy ona i on postanawiają zostać przyjaciółmi, to siłą rzeczy los szykuje dla nich wiele perturbacji. A jeśli do tego dodać i tak już pokomplikowaną codzienność bohaterów, przednia lektura murowana.

Tytuł może i pospolity, ale „Ona i on” to z całą pewnością niebanalna książka. Wciągająca, urocza, zabawna i romantyczna. Mająca coś w sobie. Nie mogę nie pochwalić jej już na początku, bo inaczej Mia i Paul, główni bohaterowie powieści Marca Levy’ego, mogliby przyśnić mi się w nocy i przedstawić serię zarzutów. „Jak to?! Przecież podobało ci się. Uśmiechałaś się podczas lektury i robiło ci się cieplutko wokół serca”. Więc nie mam wyjścia. Chwalę.

Zadziwiająca rzecz: człowiek czyta dziesiątki historii o przyjaźni i miłości, temat tak stary, jak świat, a jednak Marc Levy, do czego szczerze się w tej recenzji przyznaję, potrafił na nowo go dla mnie zaczarować. Tak mam romantyczną duszę, tak jestem podatna na piękno i wzruszenia, na ją i jego w Paryżu i w innych zakątkach świata, o czym pewnie autorzy poczytnych książek doskonale wiedzą, ale czyż można oprzeć się wartkiej akcji, uniwersalnym uczuciom, o których każdy z nas marzy, dobremu humorowi, kilku perełkom myślowym i szczęśliwemu zakończeniu, o które o wiele trudniej w realnym życiu?

Bohaterowie jak na kreację literacką: zwyczajni, a mimo to do przeciętności im daleko. Ona angielska gwiazda filmowa, która ma dość zdradzającego męża. I on: amerykański pisarz, który wciąż szuka potwierdzenia swojego talentu, bo tylko jego pierwsze dzieło odniosło sukces, a kolejne powieści przeszły w ojczyźnie bez echa. Spotykają się w Paryżu, dokąd oboje uciekają, by na nowo odnaleźć siebie. Ich pierwsze, zaaranżowane przez przyjaciół Paula spotkanie, o mało co nie skończyło się katastrofą, a jednak coś między nimi zaiskrzyło i zaowocowało przyjacielską relacją. W swoim towarzystwie Mia i Paul nigdy się nie nudzą. O mały włos przecież np. nie trafiają do więzienia. Na dodatek Mia ukrywa przed nowym znajomym fakt, że jest sławną aktorką, podając się za właścicielkę restauracji, chociaż przypala nawet omlety. Paul, ku swojemu zaskoczeniu staje się bardzo poczytnym pisarzem w… Korei Południowej. Problem w tym, że to absolutnie nie jest to, o czym marzył. Na dodatek panicznie boi się latać samolotem, a Azjaci zapraszają go na Targi Książki do Seulu. Wydaje się, że drogi bohaterów ostatecznie się rozejdą. Jego wzywają fani z Korei, a po Mię przylatuje do Paryża skruszony mąż. Co będzie dalej z ich relacją i miłością, która czeka tuż za rogiem? Warto doczytać.

Na zachętę kilka cytatów z powieści: „twoi fani zapłacą ci choćby za czytanie książki telefonicznej”, „wydaje mi się, że on mnie zdradza”, „w dzisiejszych czasach wszyscy zdradzają wszystkich”, „dlaczego gdy próbujesz sto kluczy, zawsze dopiero ostatni otwiera drzwi?”, „jeśli już początki w miłości byłyby straszne, to książęta z bajki znikliby z literatury, a romantyczne filmy stałyby na półkach z horrorami”, „i nie grzeb  w moich dokumentach”, „to nie w moim stylu”, „nie znam niczego bardziej w twoim stylu”.

Ona i on. Podobni do bohaterów setek książek, a jednak dzięki pióru Marca Levy’ego jedyni w swoim rodzaju. Czy rzeczywiście dobrana z nich para przyjaciół? Sprawdźcie, jeśli tylko macie ochotę na lekturę, którą ciężko wypuścić z objęć.

Iwona Trojan
(iwona.trojan@dlalejdis.pl)

Marc Levy: „Ona i on”, Warszawa, wydawnictwo Albatros, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat