Jako że luty romansami i miłościami żyje, czas na kolejną opowieść o dwójce bohaterów, którzy po kilkunastu latach związku, planują stanąć na ślubnym kobiercu.
Wszystko zaczyna się od dnia poprzedzającego ślub, który od samego początku układa się nie po myśli głównych bohaterów – Megan i Toma. Zebranie w jednym miejscu obu rodzin, presja otoczenia, a także to, że nasi bohaterowie nie są z sobą do końca szczerzy i ich priorytety nie są tożsame, sprawiają, że wszystko zmierza do nieuchronnej katastrofy. Tym razem jednak cały wszechświat wkracza, by do ślubu nie dopuścić. Nasi bohaterowie utykają bowiem w przedziwnej pętli czasowej, by za każdym razem przeżywac ten sam dzień – w którym wszystko tak lawinowo się popsuło.
Muszę przyznać, że na początku historia nie wzbudzała mojego entuzjazmu – wszystkie wydarzenia z dnia, który jak wiedziałam, będziemy powtarzać, były co najmniej irytujące. Każdy bohater, jaki pojawiał się na tej książkowej scenie, zdawał sie być zlepkiem samych negatywnych cech. I to bez względu na to, czy mówimy tu o głównych, drugoplanowych czy epizodycznych postaciach. Podejrzewałam jednak, że taki sposób zbudowania tej historii może być niezbędny do tego, by potem było zabawnie i by przebić ten balonik irytacji.
Niestety, jakoś szczególnie zabawnie nie jest. Nie oznacza to, że ksiażka jest bardzo zła, jednak zamiast nazywać ją "komedią romantyczną" powiedziałabym, że to bardziej historia obyczajowa. Pod złudną warstwą lekkości, opowiada bowiem o toksycznych związkach, toksycznych ludziach wokół, o zatracaniu siebie.
Nie wiem, czy takie było założenie autorki, ale im bardziej siegamy w przeszłość (a przypominam, że związek dwójki naszych głównych bohaterów trwa już kilkanaście lat), im bardziej próbuje się przekonać czytelnika, że Megan i Tom darzyli się wielkim uczuciem, tym badziej rozbrzmiewały mi w głowie syreny alarmowe. Zachowania obojga, przemilczenia, manipulacje, jakich się w tym zwiazku dopuszczali i brak komunikacji sprawiały, że trudno patzreć na ten związek w kategoriach zdrowej relacji. I nie byłam przekonana, czy przez osiem wersji tego samego dnia uda się tę sytuację naprawić.
Dość ciekawym doświadczeniem było obserwowanie, jakie emocje wzbudza w głównych bohaterach świadomość, że od nowa muszą przeżywać ten sam dzień. Podobała mi się również strategia wypróbowania róznych scenariuszy, by przerwać tę pętlę. Żałowałam nawet, że ta koncepcja nie została rozpisana na więcej dni i nie to, a rozterki miłosne głónych bohaterów, stały się osią dla całej historii.
"Ósma szansa na miłość" sposobem narracji, przemyśleniami naszych bohaterów, w niektórych momentach przybliża się koncepcyjnie do podręcznika rozwoju osobistego. Mamy tu więc sporo motywacyjnych haseł zaszytych w fabule książki, które mają pomóc nam zrozumieć, jak ważne jest z jednej strony bycie sobą, a z drugiej uważność na potrzeby partnera.
Książka Annette Christie wciąga na tyle, że jest lekturą na jedno lub dwa popołudnia. Historia okraszona lekkim piórem wciąga czytelnika. To, czy nasza uwaga skupi się na przerysowanych, irytujących członkach rodzin, toksycznej relacji dwójki głównych bohaterów czy odnajdywaniu siebie w dość niecodziennych okolicznościach, zależy już tylko od nas.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Annette Christie "Ósma szansa na miłość" Wydawnictwo MUZA Sa, Warszawa 2022
Komentarze