„Ostatni obraz” – recenzja

Recenzja książki „Ostatni obraz”.
„Wyglądał na kogoś, kto już dawno się poddał, a jego jedyną radością w życiu jest kebab, który może przyprawi go o rozstrój żołądka, a może nie”.

Ten wyrwany ze środka cytat doskonale opisuje nieprzyjemny stan niepewności, z jakim mamy do czynienia w książce „Ostatni obraz” Bartosza Szczygielskiego. Cztery lata temu recenzję „Nim skończy się noc” zaczęłam od pisania o okładce i tym razem również to zrobię, ale z innego powodu, a nawet trzech.

Mianowicie, blurp „Ostatniego obrazu” zwyczajnie wprowadza czytelnika w błąd, sugerując, że będziemy mieć tutaj do czynienia z pełnokrwistym i rozbudowanym wątkiem kryminalnym. Jedną z głównych postaci wcale nie jest funkcjonariusz, który nocami odreagowuje bieżące śledztwa, malując, ani też złoczyńca, któremu najwyraźniej przestały wystarczać dokonywane zbrodnie i pragnie je uwiecznić na płótnie dla potomnych. Moje drugie zastrzeżenie dotyczy faktu, iż powieść, w której mimo wszystko dość znaczącą rolę odgrywa sztuka, doczekała się, o ironio, szaty graficznej powstałej przy użyciu AI. Poza tym nie bardzo rozumiem zamysł jednoczesnego ukrywania homoseksualnej orientacji seksualnej głównej bohaterki przy, jak zakładam, celowym wypuszczeniu książki w „dumnym” miesiącu, ale to już może bardziej marketingowa niż literacka zagwozdka.

Przejdźmy do fabuły, bo, oczywiście, mimo ww. wciąż miałam nadzieję, że ta się wybroni. Mamy dwie płaszczyzny czasowe, które z czasem się coraz bardziej zazębiają, nie prowadząc jednak do typowego jednoznacznego finału. O ile rok 1992 broni się klimatem zamkniętej społeczności i tajemnic ze szczyptą folkloru, o tyle teraźniejszość, pomimo kilku zwrotów akcji, jest po prostu nudna. Czytając, naprawdę nie mogłam pozbyć się wrażenia, że nawet autor odczuwał ulgę, gdy kończył współczesne rozdziały, bo całość jest bardzo nierówna, również jeśli chodzi o styl. Przez lata 90. dosłownie płyniemy, a współczesność musi bronić się wręcz wymuszonym szokowaniem czytelnika, które nie niesie ze sobą odpowiedniego ładunku emocjonalnego.

Ciężko jest utrzymać ten sam poziom uwagi, gdy przechodzimy od Roberta Berga, pociesznego emerytowanego policjanta, który pistolet zamienił na pędzel i w ramach zlecenia przyjeżdża do mazurskiego ośrodka, gdzie mimowolnie pakuje się w sprawę zaginięć do Agnieszki Jaworskiej, smętnej księgowej, której umarła niekochająca matka, pozostawiając po sobie więcej pytań niż odpowiedzi. Jaworska niestety jest prawdziwym wampirem emocjonalnym i potrafi w każdej sytuacji znaleźć powód do narzekania albo bycia zdegustowaną. Jeśli komuś udało się wykrzesać względem niej nić sympatii, to podziwiam, bo dla mnie najjaśniejszym punktem „teraźniejszości” była scena wyjęta żywcem z serialu „From”.

Podsumowując, moje drugie spotkanie z twórczością Bartosza Szczygielskiego okazało się pomyłką. Pomysł nie był zły, ale myślę, że oceniłabym tę historię lepiej, gdyby całość osadzić w przeszłości i rozwinąć ją w innym mroczniejszym kierunku.

Izabel Fidut

Bartosz Szczygielski, „Ostatni obraz”, Wydawnictwo Czwarta Strona, Poznań, 2026.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat