„Ostatnia na imprezie” – recenzja

Recenzja książki „Ostatnia na imprezie”.
Nie tak dawno „skończyła się” pandemia, przez którą na długi czas utknęliśmy w domach. A co byś zrobił, gdybym powiedziała ci, że nasz świat zaczyna trawić wirus, któremu nic się nie oprze i doprowadzi on do zagłady ludzkości?

Nowa książka Bethany Clift przedstawia nam jedną z wizji końca świata, a bardziej końca ludzkości. W końcu świat nie zniknie w momencie, w którym przestaniemy po nim chodzić. „Ostatnia na imprezie”, w dużym uproszczeniu, opowiada historię w zasadzie jedynej ocalałej, która musi odnaleźć się w nowej rzeczywistości bez przyjaciół, rodziny czy kogokolwiek innego. Jej jedynym kompanem okazuje się być pies imieniem Lucky, do którego z początku jest nastawiona negatywnie.

I choć mogłoby się wydawać, że historia będzie się kręcić tylko wokół próby przetrwania w tych niesprzyjających warunkach, opowiada ona również o wewnętrznych zmaganiach głównej bohaterki. Im więcej wyzwań pojawia się na jej drodze, im więcej czasu spędza sama, tym więcej dowiaduje się o sobie samej. Po głębszej analizie „przedapokaliptycznego” życia, uświadamia sobie, że od dłuższego czasu nie była szczęśliwa ani ze swojej pracy, ani przyjaciół, ani związku, a przede wszystkim – z samej siebie. Podczas tułaczki po Wielkiej Brytanii. odkrywa w sobie ogromne pokłady siły i determinacji, o które nigdy by się nie podejrzewała.

Książka ma formę pamiętnika, który prowadzi bohaterka na wypadek, gdyby okazało się, że ocalał ktoś jeszcze, kto może go kiedyś przeczyta. A teraz ciekawostka. Ze względu na formę wybraną przez autorkę, bardzo niewiele wiemy na temat głównej bohaterki. Wiemy tylko, że ma trzydzieści pięć lat, pracowała jako dziennikarka i miała męża. Nie wiemy w zasadzie nic na temat jej wyglądu, sposobu ubierania. Jakby tego było mało, przez całą książkę ani razu nie pada jej imię. Choć może to się wydać, lekko mówiąc, dziwne, brak informacji kompletnie nie przeszkadza w odbiorze całości. Sama zorientowałam się dopiero po jakichś stu trzydziestu stronach, że tak naprawdę nie wiem czyją historię czytam.

„Ostatnia na imprezie” jest niesamowicie wciągającą pozycją. Prawie przez cały czas czytelnik jest trzymany w napięciu, a w jego głowie pojawia się mnóstwo pytań. Czy kobieta na pewno jest ostatnim żywym człowiekiem? Czy przeżyje do końca w tak trudnych warunkach? Jaki ma plan na przetrwanie? Tematyka zdecydowanie nie należy do lekkich i przystępnych dla każdego. Liczne opisy trupów będących w różnym stanie rozkładu, wpływ narkotyków na człowieka, a w końcu porównanie wirusa 6DM (sześć dni maksimum), stworzonego na potrzeby książki, do covida, może wywołać ciarki na plecach u niejednego czytelnika. Całościowo jednak, „Ostatnia na imprezie” ma raczej pozytywny charakter i w zasadzie cały czas kibicujesz głównej bohaterce i masz nadzieje, że wszystko się skończy dla niej pomyślnie.

Maria Miłobędzka
(maria.milobedzka@dlalejdis.pl)

Bethany Clift, „Ostatnia na imprezie”, Rebis, 2022



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat