Peter Harper, wielokrotnie nagradzany pianista i kompozytor, zaszywa się w małym, irlandzkim miasteczku, by odnaleźć spokój po rozwodzie i wenę twórczą. Pewnej burzliwej nocy, mimo ostrzeżeń tajemniczego głosu, decyduje się wyjść z domu i zostaje porażony piorunem. To wydarzenie, choć nie odbija się w znaczący sposób na zdrowiu mężczyzny, rozpoczyna serię niepokojących sennych koszmarów. Petera zaczynają bowiem nawiedzać makabryczne wizje, w których widzi śmierć swoich najbliższych… Jego strach potęguje fakt, że zbliża się dzień, w którym jego dzieci – Jip i Beatrice, mają przyjechać do niego na wakacje. Czy zdoła ochronić dzieci, korzystając z dziwnego daru?
„Ostatnia noc w Tremore Beach” to nowa powieść hiszpańskiego autora – Mikela Santiago. To trzymający w napięciu, nieco psychodeliczny thriller – kryminał, który jest jednocześnie tak realistyczny i zarazem nierealny, że jego lektura może nieźle namieszać w głowie. Sama historia, koncept, na którym opiera się powieść, nie jest wyjątkowo odkrywcza, ale wątki zostały poprowadzone tak sprytnie, tak dobrze balansują na granicy realności i nieprawdopodobności, że trudno się od niej oderwać. Dużą zaletą powieści jest konsekwentne budowanie i utrzymanie mrocznego klimatu – chociaż wydarzenia dzieją się w niewielkiej czasoprzestrzeni, to plastyczne opisy silnie oddziałują na wyobraźnię. Poprowadzenie narracji z perspektywy pierwszej osoby sprawia, że chwilami można pogubić się w opisanych wydarzeniach – czytelnik traci pewność co do prawdziwości niektórych wydarzeń, zaczyna zastanawiać się, czy śledzona akcja to wycinek rzeczywistości czy też opis urojeń sennych głównego bohatera. Ten zabieg świetnie sprawdził się w „Ostatniej nocy w Tremore Beach” – sprawił, że zainteresowanie czytelnika biegiem wydarzeń nie opada, a ponadto lepiej może on poznać więzi łączące Petera z byłą żoną Clem, dziećmi i przyjaciółką Judie, a co za tym idzie – zrozumieć motywy jego działania i przyczynę tak dużej determinacji, uporu w udowadnianiu, że to, co widzi w koszmarnych snach, nie jest tylko wytworem jego wyobraźni.
Mikel Santiago został okrzyknięty „hiszpańskim Stephenem Kingiem”. Zazwyczaj, gdy widzę takie porównania, zapala mi się w głowie ostrzegawcza lampka – tym razem zupełnie niesłusznie. „Ostatnia noc w Tremore Beach” utrzymana jest na wysokim poziomie literackim – język autora nie jest zupełnie prosty, ale też nie na tyle skomplikowany, żeby lektura była drogą przez mękę; wydarzenia rozpisane są szczegółowo i płynnie, bohaterowie wyraziści, ale nie bardzo absorbujący. Cała otoczka fabuły nie odciąga uwagi od clue powieści, czyli koszmarnych sennych wizji, które wywołują dreszcz emocji na plecach – tak dobrze znany wszystkim miłośnikom thrillerów.
„Ostatnia noc w Tremore Beach” to fascynująca, wciągająca powieść, która z pewnością przypadnie do gustu nie tylko fanom gatunku, ale wszystkim czytelnikom, którzy poszukują klimatycznej historii z nutką grozy.
Ewa Mędrzecka
(ewa.medrzecka@dlalejdis.pl)
Mikel Santiago, „Ostatnia noc w Tremore Beach”. Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2016
Komentarze