„Ostatnia obsesja Natalii” - recenzja

Recenzja książki „Ostatnia obsesja Natalii”.
Kolejny tom tego samego wątku może zanudzić i odstraszyć. Jeśli jednak jest napisany ciekawie oraz porusza również inne kwestie – to strzał w dziesiątkę. Zapraszam na „Ostatnią obsesję Natalii”.

Jest to już trzeci i ostatni tom serii „Ostatnia/Ostatni” od Ewy Madeyskiej. Autorka dwóch wcześniejszych tomów, Natalia Nancewicz, postanawia zmienić swoje życie. Jest nauczycielką kreatywnego pisania i marzy jej się duży sukces. Najlepiej taki na skalę światową. To dla niej ma być blichtr oraz światła reflektorów. Okazja się nadarza, kiedy to Dorian Habdanka, znany twórca, składa jej ciekawą propozycję.

Wraz z rozwojem treści okazuje się, że oboje mają wiele do zyskania, ale również do stracenia oraz ukrycia. Ich życie zawodowe i prywatne to nie jakaś tam sielanka. Kolejne sytuacje doprowadzą do wielu nieprzyjemnych okoliczności. Wszystkie sekrety zostaną odkryte. Czy współpraca im wyjdzie? A może jednak z niej zrezygnują, żeby „zachować twarz”?

Autorka pokusiła się tym razem o ciekawy motyw. Opisuje życie twórczyni dwóch wcześniejszych tomów swojej serii, czyli „Ostatniego portretu Melanii” oraz „Ostatniego romansu Kornelii”. Jest to trochę zagmatwane i chwilami można się pogubić. Ostatecznie wszystko fajnie łączy się ze sobą. Nie ma miejsca na żadne przestoje ani niedociągnięcia. Zastanawiam się czy autorka od początku miała taki plan, czy wyszło to w procesie twórczym serii.

Tym razem jest troszkę inaczej niż w poprzednich tomach. Autorka stonowała swój charakterystyczny humor. Nie zniknął, ale nie ma go tak dużo jak w pierwszej oraz drugiej części. Naprzód wyszedł wątek romansu z thrillerowym zabarwieniem. Jest to nowość w przypadku Ewy Madeyskiej. Oczywiście nie mogło zabraknąć z motywów zaczerpniętych z literatury kobiecej oraz wielu nawiązań do niej.

Najważniejszym i najciekawszym aspektem jest kurs kreatywnego pisania. Twórczyni sprytnie nakłania czytelników do ruszenia głową i próby stworzenia czegoś własnego. Dzięki zajęciom, które się w powieści odbywają, można wyłapać parę fajnych wskazówek. Ewa Madeyska daje nam szansę na start ze swoją wyobraźnią oraz stworzenie czegoś własnego, bez wydawania pieniędzy na poradniki czy kursy na żywo z twórcami. Jest to najprzyjemniejszy element książki, gdzie charakterystyczny humor autorki daje o sobie znać.

Bohaterowie to wielki pozytyw całej książki. Są wyraziści i walczą o swoje. Czasem włącza im się tryb „po trupach do celu”, jednak jest to uzupełnienie całej postaci, więc tak bardzo nie razi. Każda postać jest przemyślana i umiejętnie wpleciona w fabułę. Na przykład Doktor Kowalska-Talarek to kobieta przebiegła, zimna i kalkująca. Potrafi odebrać wszystko innemu człowiekowi oraz go zniszczyć. Mimo że jest odpychająca, to stanowi ważny element całej historii. Chciałam nakreślić, że zły bohater też jest potrzebny w książce.

Tak przyszedł czas na zakończenie serii „Ostatnie”, która wywołała małą burze u mnie oraz w sferze blogowej. Nietypowe pomysły, wykonanie i ten zaskakujący dowcip - wszystko złożyło się w ciekawą i niespotykaną całość. Ostatni tom jest inny, dobry, ale ciut gorszy niż dwa poprzednie. Zdecydowanie tęskniłam za specyficznym poczuciem humoru Ewy Madeyskiej. W mojej ocenie było go za mało. Wkradło się dużo momentów melancholii oraz smutku. Mimo to zostanie na długo w mojej pamięci.

Katarzyna Gnacikowska
(katarzyna.gnacikowska@dlalejdis.pl)

Ewa Madeyska, Ostatnia obsesja Natalii, Poznań, Dom Wydawniczy Rebis Sp. z o.o., 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat