„Ostatnia spowiedź. Tom II” – recenzja

Recenzja książki „Ostatnia spowiedź. Tom II”.
I tom „Ostatniej spowiedzi” przeczytałam dwa lata temu. Ostatnio sięgnęłam po tom II, wciąż pamiętając, co się działo w poprzednim.

Powieść utkwiła mi w pamięci i byłam ciekawa, jak potoczyły się dalsze losy Ally i Bradina.

„Ostatnia spowiedź” jest reklamowana jako powieść dla młodzieży, jednak zdecydowanie dla tej nieco starszej. Myślę jednak, że czytelnicy, którzy okres „ja mam 20 lat, ty masz 20 lat” mają już za sobą, również mogą sięgnąć po tę książkę, co przecież sama zrobiłam. I nie żałuję.

Jeśli pierwszy raz słyszysz tytuł „Ostatnia spowiedź”, to proszę, przeczytaj najpierw tom I. W II tomie jest sporo odniesień do wydarzeń z poprzedniej części i jest to po prostu kontynuacja. Recenzja jest więc przeznaczona szczególnie dla tych, którzy I tom książki Niny Reichter już znają, a wszyscy pozostali mogą ją przeczytać na własną odpowiedzialność, mając na uwadze, że może się trafić spoiler I tomu.

Czytelnik doskonale zdaje sobie sprawę, że Ally i Bradin są w sobie zakochani po uszy. Początki zakochania to czas, kiedy bardzo idealizuje się partnera; wystarczy jedno jego spojrzenie i jego obecność, aby poczuć dreszcze na całym ciele. To wszystko oczywiście dzieje się między Ally i Bradinem, jednak wciąż przytrafiają im się sytuacje, które wzbudzają wątpliwości, czy ich związek przetrwa. Były chłopak kombinujący, jak uprzykrzyć parze życie, nieprzychylni rodzice, wychodzące na jaw tajemnice… w połączeniu z ogromną wrażliwością młodych zakochanych, mogą stanowić gwóźdź do trumny dopiero co kiełkującej miłości.

Miłości, której objawy autorka Nina Reichter potrafi opisać tak, że co chwilę przypominałam sobie moje wielkie zakochania, wielkie rozczarowania i… wielką niedojrzałość, która jest w przypadku młodzieńczej miłości absolutnie oczywista i wybaczalna. Dopiero czas pokazuje, również w przypadku Ally i Bradina, czy potrafimy postawić siebie samego na drugim miejscu, aby pierwsze zajęła ukochana osoba. Reichter mówi o emocjach tak, że można poczuć ukłucie w sercu i wzruszyć się. Jednocześnie nie dostrzegam w jej stylu nadmiernego patosu. Jestem pewna, że czytające książkę młode dziewczyny będą pragnęły takiego stanu zakochania, jaki zobaczą w książce. Bo jest on opisany fenomenalnie.

Niestety nieco szwankuje korekta treści, co może denerwować wprawne oko. Nie do końca trafiony jest też font nazywający rozdziały – nieraz trudno go odczytać. Zaskoczyło mnie też zawarcie na okładce tekstu „My love… From beginning to end” – dlaczego nie po polsku? Podoba mi się natomiast kontynuowany pomysł podkładu muzycznego do niektórych wydarzeń w formie zapisanych kursywą tytułów utworów różnych artystów. Choć bardziej podobała mi się playlista z pierwszego tomu, to jednak i w drugim trafiają się całkiem klimatyczne smaczki, np. India Arie – I am ready for love.

Hanna Kwaśna
(hanna.kwasna@dlalejdis.pl)

Nina Reichter, „Ostatnia spowiedź. Tom II”, Novae Res, 2013



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat