O GROM-ie słyszał chyba każdy. Jednostka specjalna, szkolona do najniebezpieczniejszych misji, pełna odważnych i świetnie wytrenowanych żołnierzy, którzy z powodzeniem mogliby stanąć w szranki z bohaterami najbardziej znanych filmów akcji (gdyby, rzecz jasna, ci ostatni faktycznie istnieli). Co jednak oczywiste, z uwagi na charakter tej jednostki, informacje na jej temat nie są szeroko znane i nawet wiedza o tym, jak w ogóle można się do niej dostać, nie jest powszechna. Nic więc dziwnego, że tak duże zainteresowanie wzbudziła najnowsza książka Navala, „Ostatnich gryzą psy”.
Podtytuł, „Jak zostałem szturmowcem GROM-u?”, w krótkich i żołnierskich słowach oddaje treść książki. Autor opisuje bowiem swoją historię i drogę, którą musiał pokonać, by ze szkoły zawodowej, w której szkolił się do wykonywania zawodu ślusarz-spawacz, zostać szturmowcem w najbardziej elitarnej polskiej jednostce. A nie była to droga prosta i łatwa. Szkoła zawodowa, wojsko, misja ONZ w Libanie, a po powrocie bolesne zderzenie z rzeczywistością i powrót do pracy w raciborskiej firmie RAFAKO. Dopiero później udało mu się rozpocząć swoją przygodę z GROM-em.
Choć początek książki również jest całkiem ciekawy, nie da się ukryć, że to właśnie w momencie opisywania selekcji do GROM-u akcja naprawdę się rozkręca. Fragment o morderczej przeprawie w Bieszczadach czytałam z zapartym tchem i naprawdę nie mogłam się oderwać. Także późniejsze opisy szkolenia, poszczególnych kursów i ćwiczeń są niezwykle interesujące i wciągające. A kiedy książka się kończy, naprawdę czuje się spory niedosyt.
Warto dodać, że historię, opisaną w „Ostatnich gryzą psy”, ubarwiają znajdujące się w książce zdjęcia. Dzięki nim trochę łatwiej wyobrazić sobie opisywane wydarzenia i stają się one bardziej rzeczywiste – bo z uwagi na tematykę czasem można zapomnieć, że czyta się prawdziwą historię, a nie powieść sensacyjną.
To, co momentami może razić podczas lektury, to strona stylistyczna i językowa. Oczywiście należy zdawać sobie sprawę, że autorem nie jest wybitny literat, ale żołnierz, który bardziej niż na języku skupia się na opowiadanej przez siebie historii. Nie zmienia to jednak faktu, że nad tą stroną czuwa przecież wydawnictwo i profesjonalni redaktorzy i korektorzy. Niewykluczone, że włożyli oni w tę książkę bardzo dużo pracy, ale kilka niedoskonałości nadal w niej pozostało, przez co podczas lektury można poczuć lekkie „zgrzyty” stylistyczne.
Pomimo tego ogólne wrażenie po lekturze jest bardzo pozytywne. Myślę, że nie tylko mężczyźni, ale też kobiety z przyjemnością zapoznają się z przygodami Navala – zarówno opisanymi w tej książce, jak i pozostałych jego autorstwa. Ja sama z przyjemnością po nie sięgnę.
Katarzyna Czupajło
(katarzyna.czupajlo@dlalejdis.pl)
Naval, „Ostatnich gryzą psy”, Warszawa, Bellona, 2017.
Komentarze