Wielokrotnie zdarzało mi się narzekać, że książka, która miała być mocną, pełną napięcia, psychologicznej głębi i akcji pozycją wcale taka nie była. Kiedy więc trafiłam na „Ostrze” nie tylko spełniające obietnice z okładki, ale również oferujące znacznie więcej, mogłam się poczuć jakbym wygrała szóstkę w czytelniczego totka.
Punktem wyjścia jest zaginięcie ciężarnej matki. W gorący letni dzień kobieta zostawia trójkę pociech w zepsutym samochodzie, aby znaleźć automat telefoniczny i wezwać pomoc. Po niespełna godzinie dzieci orientują się, że ich mama rozpłynęła się w powietrzu. Trzy lata później inna mężatka przy nadziei płoszy myszkującego po jej domu włamywacza. Kiedy zamyka za sobą drzwi i wraca do sypialni, znajduje przy łóżku nóż i kartkę z napisem „Mogłaś zginąć”. Te dwa incydenty okażą się ze sobą ściśle powiązane w intrygujący i mocno pogrywający z wyobraźnią sposób.
Belinda Bauer stworzyła wielowątkową historię łączącą w sobie elementy rozdzierającego najbardziej zatwardziałe serce dramatu rodzinnego, przyspieszającego jego bicie thrillera i… całkiem sympatycznej komedii kryminalnej. Może brzmi to mało prawdopodobnie, a nawet absurdalnie, ale autorka naprawdę potrafi stronę po stronie i rozdział po rozdziale przeprowadzać nas przez całe spektrum uczuć, nie tracąc jednocześnie z oczu nadrzędnego celu. Przejścia między gatunkami nie wybijają z rytmu, postaci są dobrze zarysowane i pełne niejednokrotnie ujmujących wad (moim faworytem jest cięty język Marvela), a elementy humorystyczne stanowią cenną przeciwwagę dla ogromu cierpienia, z jakim przyszło się zmierzyć nieletnim bohaterom. Bez tego balansu powieść mogłaby stać się zbyt przytłaczająca nawet dla najbardziej nieczułych odbiorców.
Podobał mi się również fakt, iż przez większą część książki można odnieść wrażenie, że jest taka rzeczywista i nawet niespodziewane obroty sytuacji w ostatecznym rozrachunku wydają się całkiem logiczne. Pod koniec, co prawda, pojawiają się momenty, w których trzeba po prostu zaakceptować, że pewne osoby musiały się znaleźć w tym samym miejscu w tym samym czasie, ale, jeśli całość gra klimatycznie i fabularnie, to jestem skłonna przymknąć na takie sprawy oko. Jeśli miałabym się do czegoś przyczepić, to muszę przyznać, że w niektórych miejscach zdarzały się niewielkie zgrzyty stylistyczne, ale z racji, iż czytałam egzemplarz próbny przed korektą, można spokojnie założyć, że zostaną one poprawione przed oficjalną premierą.
Podsumowując, „Ostrze” to wciągająca opowieść, której zdecydowanie nie polecam czytać na raty. Lepiej z wyprzedzeniem zarezerwować sobie kilka wolnych godzin, aby móc w pełni docenić jej złożoność i płynne przejścia między różnymi rodzajami literackimi.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Belinda Bauer, „Ostrze”, Warszawa, Wydawnictwo W.A.B., 2020 r.
Komentarze