„Outsiderzy” - recenzja

Recenzja książki „Outsiderzy”.
Polski czytelnik nareszcie doczekał się wydania kultowej powieści, która od wielu lat jest lekturą amerykańskich nastolatków i porównywana do „Buszującego w zbożu”.

Susan Hinton stworzyła swoje opus magnum w wieku zaledwie szesnastu lat. Literatura zna wielu tak młodych autorów. Czy jednak ta powieść przetrwała próbę czasu? Historia opowiada o dwóch zwalczających się gangach; rozgrywa się w latach sześćdziesiątych, w Tulsie - największym mieście Oklahomy. Narratorem jest Kucyk, czternastoletni członek gangu Bażantów, który od niepamiętnych czasów toczy walki z grupą Towarów, uprzywilejowaną i bogatą młodzieżą z lepszych dzielnic.

Kucyk oprowadza nas po przedmieściach, gdzie jedyną rozrywką jest wypad do kina, podrywanie dziewcząt i drobne przestępstwa. Gdzie od urodzin jesteś naznaczony miejscem urodzenia i nie masz szansy, by zmienić swoje życie. Bażant umiera Bażantem, a Towar zawsze jest Towarem. Ta świadomość budzi rozpacz, ale jest też swoistym ukojeniem: kiedy wszystko jest ustalone, nie musisz się starać; możesz żyć z dnia na dzień. I tak też żyją nasi bohaterowie - od jednego papierosa do drugiego, od jednego wypadu z dziewczyną do kina, do drobnej potyczki z Towarami.

Sytuacja zmienia się pewnego dnia, gdy dochodzi do tragedii, wskutek której Kucyk i jego przyjaciel muszą się ukrywać. Przemoc rodzi przemoc, giną ludzie, a świat okazuje się bardziej nieprzyjaznym miejscem, niż wydawałaby by się to największemu pesymiście.

Autorce udało się w tej niewielkiej objętościowo książce opowiedzieć o sile przyjaźni, więzach rodzinnych, ale także niesprawiedliwości społecznej, dramatach dorastania czy też potędze literatury, niosącej pocieszenie w czasach rozpaczy. Stereotypy rządzące myśleniem amerykańskiego społeczeństwa, a także uprzedzenia wobec innych ludzi zostały misternie i bardzo celnie wypunktowane przez tę uzdolnioną szesnastolatkę.

Hinton stworzyła opowieść, która mimo upływu czasu nie traci swojej siły wyrazu; historię poruszającą i mocną. Być może niektóre dialogi są lekko staroświeckie, sposób wysławiania się bohaterów i ich wizerunek trąci myszką, ale emocje i rozgrywający się na naszych oczach dramat poruszają czytelnika tak samo, jak poruszały go kilkadziesiąt lat temu.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Susan Hinton, „Oustsiderzy”, Zysk i S-ka,  Warszawa, 2018 r.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat