Jędrzej Marciński, pisarz i dziennikarz dostaje dziwny telefon od Bronisława Betona-Batona, który zaprasza go do siebie. Pomimo wątpliwości postanawia zaryzykować i wybrać się do Chojnówki. Po jeszcze dziwniejszej niż telefon podróży dociera na miejsce, gdzie w kamuflażu czeka na niego Beton-Baton. Zabiera Marcińskiego do swojej odciętej od świata, ale bardzo dobrze wyposażonej, rezydencji. Wskazuje mu miejsce do spania w komórce stojącej na terenie posiadłości i niemalże każdego dnia raczy opowieściami ze swojego życia. Raz o tym jak przeszukiwał wrak Titanica, raz o tym jak brał udział w zamachu na Johna Lennona. Jędruś z niedowierzaniem skrzętnie notuje i z każdym dniem coraz bardziej traci wiarę w to, że ktoś go odnajdzie.
Marcin Wolski, pisarz, dziennikarz i satyryk w mistrzowski sposób dobiera słowa i przechodzi z jednego tematu do drugiego. Pisze specyficznym językiem, który podkreśla prześmiewczy styl książki. Historie, które wkłada w usta Betona-Batona, bawią do łez. Dlatego nie polecam czytać „Pamiętnika Starego Ubeka” w miejscach publicznych, bo można spotkać się z dziwnymi spojrzeniami ludzi. Ale cóż się dziwić, kiedy człowiek na głos wybucha śmiechem i nie umie tego powstrzymać, „kurcze pieczone w pysk”?
Idealna lektura na letnie wieczory.
Dominika Jaworowska
(dominika.jaworowska@dlalejdis.pl)
Marcin Wolski, „Pamiętnik Starego Ubeka”, Warszawa, Wydawnictwo Fronda, 2016
Komentarze