Dorota Gąsiorowska napisała serię bestsellerowych książek „Dni Mocy”. Każdy tom opowiada o szczególnym czasie w słowiańskim kalendarzu, którego magiczna moc przemienia życie bohaterów. W „Pamiętniku szeptuchy” mamy do czynienia ze świętem przesilenia letniego, a w tym pełnym magii dniu, gdy nad wodami palą się ogniska, wszystko może się wydarzyć. Wie o tym doskonale Natasza, bohaterka powieści, której życie zaczęło się zmieniać w chwili, gdy na swojej drodze spotkała niezwykłą Salmę.
Wydawać by się mogło, że życie Nataszy usłane jest różami. Robi zawrotną karierę w modelingu, a światowej sławy projektanci i fotografowie zabiegają o kontrakt z nią. Dziewczyna przytłoczona życiem w wielkim mieście, postanawia wyjechać na Podlasie, aby odetchnąć, przemyśleć pewne sprawy i spędzić czas z przyjaciółką. Nieoczekiwanie na jej drodze pojawia się pewna staruszka. Kobieta prosi Nataszę o pomoc w gospodarstwie w zamian proponując jej nocleg. Jak się okazuje, Salma jest popularną miejscową szeptuchą, do której przyjeżdżają po pomoc ludzie nie tylko z regionu, ale i z całego kraju. Kilka dni spędzonych w urokliwej chatce w towarzystwie staruszki przewraca jej życie do góry nogami. Natomiast pamiętnik, który otrzymuje na pożegnanie, stanie się jej wielką, prawdziwą przygodą. Spotkanie z tajemniczą Salmą sprawia, że w życiu Nataszy pojawia się więcej pytań, niż odpowiedzi. Dlaczego szeptucha wie o niej wszystko?
Zjawisko podlaskich szeptuch powoli staje się coraz bardziej popularne. Ludzie z całej Polski przemierzają kilometry, by spotkać się z jedną z nich i chociaż na chwilę porozmawiać na temat własnych dolegliwości. Mają nadzieję, że szeptucha uśmierzy ich ból i raz na zawsze uleczy przypadłość. Kim zatem są szeptuchy? Nie są to żadne czarownice czy samozwańcze znachorki, wręcz przeciwnie. Szeptuchy to bardzo religijne kobiety, które uzdrawiają za pomocą modlitwy oraz pewnych rekwizytów. Jak same mówią – one się tylko modlą, a resztę robi Bóg. Nie mnie to oceniać, każdy wierzy w co mus się podoba. Niemniej jednak szeptuchy i ich działalność są szalenie interesujące, zwłaszcza dla kogoś, kto pasjonuje się słowiańską kulturą. Mnie osobiście ten temat bardzo zaintrygował i chociaż nie jestem religijną osobą, bardzo chętnie wybrałabym się do szeptuchy i zaobserwowała, w jaki sposób sprawia, że bolączki i dolegliwości po prostu znikają.
„Pamiętnik szeptuchy” autorstwa Doroty Gąsiorowskiej to bardzo przyjemna lektura. Książkę napisana jest lekkim językiem, chociaż ilość stron może trochę demotywować, bo książka liczy prawie 600 stron. Jednak zagłębianie się w historię Nataszy, Salmy i ich przenikających się losów jest fascynująca. To bardzo ciepła, malownicza historia, prowokująca do rozmyślań i zachęcająca do odkrywania. To również opowieść o losach rodziny, o miłości, przyjaźni, głęboko skrywanych tajemnicach, które ujrzały światło dzienne i o poszukiwaniu własnej tożsamości i drogi życiowej. A wtopione w nią obrządki słowiańskie oraz zjawisko szeptuch sprawiają, że nie można odciągnąć się od jej lektury. „Pamiętnik szeptuchy” to znakomita książka w sam raz na letnie, upalne wieczory. Chętnie sięgnę po pozostałe książki Doroty Gąsiorowskiej z serii „Dni Mocy”.
Klaudia Kwiatkowska
(klaudia.kwiatkowska@dlalejdis.pl)
Dorota Gąsiorowska, „Pamiętnik szeptuchy”, Wyd. ZNAK Litera Nova, 2020
Komentarze