Zofia Fryderyka Augusta Anhalt-Zerbst przyszła na świat 2 maja 1729 roku w Szczecinie jako córka Christiana Augusta von Anhalt-Zerbst z dynastii askańskiej i Joanny Elżbiety z dynastii holsztyńskiej. W wieku 16 lat przeszła na prawosławie, zamieniła trzy imiona na jedno - Katarzyna i wyszła za spokrewnionego ze sobą wielkiego księcia Piotra Ulryka, siostrzeńca cesarzowej Elżbiety, która odcisnęła niemałe piętno na życiu obojga. Znalezione przez syna Pawła i zebrane przez Aleksandra Hercena pamiętniki, obejmują okres od 1744 do 1759 roku, a więc koncentrują się na losach młodej, nie za bardzo dopasowanej pary, zanim w grę zaczął wchodzić prawdziwy dostęp do władzy. Koronacja księcia odbyła się trzy lata później, jednak czytając je, nie sposób pozbyć się wrażenia, że ich spisanie nie było podyktowane wyłącznie wewnętrzną potrzebą przyszłej monarchini.
Katarzyna II nie jest ani bezstronną, ani mimo podkreślania na każdym kroku oczytania, utalentowaną narratorką. Czytanie jej wynurzeń przypominało mi oglądanie „Gry o tron”. Na kartach przewija się plejada postaci, zanim jednak zdołamy się zaznajomić lub chociażby zapamiętać czyjeś imię i nazwisko, nieszczęśnik, bądź nieszczęśniczka zostają z trywialnego powodu usunięci ze sceny przez wszechwładną cesarzową. Cykl powtarza się bez końca, co powoduje poczucie chaosu i pozbawia jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania, bo i po co się do kogoś przywiązywać, skoro i tak zaraz zostanie zesłany za krzywo zapięty strój.
Nie lepiej wygląda oczekiwanie na to, aby coś ciekawego w końcu zaczęło się dziać. Niestety, karty „Pamiętników cesarzowej Katarzyny II jej własną ręką spisanych” zajmują w zasadzie tylko trzy równie nijakie elementy. Pierwszym i zarazem najbardziej trącącym fałszywością jest oczywiście umęczony żywot Katarzyny. Codzienne bale i blichtr nie cieszą ani trochę osaczonej zewsząd dziewczyny, a ona przecież tylko chciała, żeby wszyscy ją lubili. „W zachowaniu zawsze starałam się być uprzejma i zgodna, więc gdy ktoś spędził ze mną choć kwadrans, czuł się zupełnie swobodnie, jak gdyby znał mnie od dawna”. Ta chęć przypodobania się czytającym jest aż dusząca i pogłębia poczucie, że przelewając myśli na papier, Katarzyna chciała się przede wszystkim wybielić. Pomóc w tym miała z pewnością część druga, czyli niezliczone dowody głupoty i zdziecinnienia księcia, który najwyraźniej uwielbiał lalki i uważał urządzenie psiarni obok małżeńskiej sypialni za genialny pomysł. Ktoś o takim poziomie rozwoju i inteligencji nigdy nie będzie w stanie zajmować się sprawami publicznymi, a co dopiero władać Rosją. Nic dziwnego więc, że z czasem jego małżonka musiała, chcąc nie chcąc, porzucić rolę ofiary i po prostu wziąć sprawy w swoje ręce. Całości dopełniają sztucznie kreowane problemy typu „kto z kim powinien wziąć ślub” i „ktoś komuś powiedział, żeby powiedzieć cesarzowej, że ktoś uważa, że Katarzyna zrobiła coś nie tak, jak trzeba”.
„Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II…” mogły wydawać się nie lada gratką dla fanów historii, jednak okazały się niezwykle nużącą i męczącą lekturą. Nie tylko nie poszerzają naszej wiedzy i nie przybliżają nam postaci przyszłej carycy, ale sprawiają, że czujemy się non stop poddawani mało udolnie prowadzonej manipulacji.
Izabela Fidut
(izabela.fidut@dlalejdis.pl)
Aleksander Hercen, „Pamiętniki cesarzowej Katarzyny II jej własną ręką spisane”, Poznań, Wydawnictwo Zysk i S-ka, 2018 r.
Komentarze