Opowieść koncentruje się na tytułowych paniach na zamku: Marianne von Lingenfels - dziedziczce znamienitego niemieckiego rodu, Benicie - wdowie po ukochanym przyjacielu z dzieciństwa Marianne i Annie - przygarniętej na zamek kobiecie o niejasnej przeszłości. Każda z bohaterek, to inny bagaż doświadczeń, inny charakter i inny sposób radzenia sobie z koszmarem otaczającej rzeczywistości.
Autorka koncentruje się na czasie zaraz po zakończeniu II wojny światowej, ale wplata w swą opowieść także narrację osadzoną w latach trzydziestych, horrorze wojny, czy też otrząsaniu się z koszmaru wydarzeń w latach pięćdziesiątych i kolejnych. Dzięki takiemu ujęciu czytelnik otrzymuje niepowtarzalną okazję, by spróbować przyjrzeć się historii z punktu widzenia niemieckich kobiet, zmuszonych do radzenia sobie po śmierci mężów, skazanych na śmierć za udział w spisku na życie Hitlera.
Autorka decydując się na takie protagonistki, ryzykowała tylko trochę. Zdecydowanie inaczej czytałoby się tę powieść, gdyby jej głównymi bohaterkami nie były żony i wdowy po „dobrych Niemcach”, choć i tutaj znaleźć możemy wyjątek. Mężczyźni są tutaj zdecydowanie na drugim planie, przynosząc jedynie cierpienie i chaos.
„Panie na zamku” stają się ze strony na stronę coraz mroczniejszą, choć dającą nadzieję, opowieścią o sile kobiet w koszmarnych czasach, ale także o poświęceniu, zatraceniu człowieczeństwa, bolesnych wyborach niedających nic poza smutkiem. Nie ma tutaj miejsca na patos i wielkie słowa. Pisarka porusza się w obrębie życia codziennego, w którym próbują się odnaleźć kolejne bohaterki. Niezależnie, czy jest to życie w nazistowskich Niemczech, powojennych Niemczech, czy też emigracyjnych realiach.
Są w tej książce sceny łamiące serce, są też takie, które budzą wzruszenie i dają choć odrobinę nadziei na poprawę losów bohaterek. Nie brak pełnych przemocy obrazów, ale także wzruszających scen pełnych miłości. Całość jest przez to naprawdę poruszająca i dająca dużo do myślenia. Shattuck potrafi poruszać się z niezwykłą delikatnością w wybranym przez siebie temacie, tak trudnym i nadal bolesnym, tworząc historię niebędącą może arcydziełem, ale wzbudzającą niezwykle silne emocje, wzruszającą i przejmującą do ostatniej strony.
Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)
Jessica Shattuck, „Panie na zamku”, Czarna Owca, Warszawa 2018
Komentarze