„Panie na zamku” - recenzja

Recenzja książki „Panie na zamku”.
Rzadko zdarza się, by z połączenia opowieści wojennej i melodramatu, udało się stworzyć poruszającą, lecz nie kiczowatą całość. Jessice Shattuck ta sztuka udała się idealnie.

Opowieść koncentruje się na tytułowych paniach na zamku: Marianne von Lingenfels - dziedziczce znamienitego niemieckiego rodu, Benicie - wdowie po ukochanym przyjacielu z dzieciństwa Marianne i Annie - przygarniętej na zamek kobiecie o niejasnej przeszłości. Każda z bohaterek, to inny bagaż doświadczeń, inny charakter i inny sposób radzenia sobie z koszmarem otaczającej rzeczywistości.

Autorka koncentruje się na czasie zaraz po zakończeniu II wojny światowej, ale wplata w swą opowieść także narrację osadzoną w latach trzydziestych, horrorze wojny, czy też otrząsaniu się z koszmaru wydarzeń w latach pięćdziesiątych i kolejnych. Dzięki takiemu ujęciu czytelnik otrzymuje niepowtarzalną okazję, by spróbować przyjrzeć się historii z punktu widzenia niemieckich kobiet, zmuszonych do radzenia sobie po śmierci mężów, skazanych na śmierć za udział w spisku na życie Hitlera.

Autorka decydując się na takie protagonistki, ryzykowała tylko trochę. Zdecydowanie inaczej czytałoby się tę powieść, gdyby jej głównymi bohaterkami nie były żony i wdowy po „dobrych Niemcach”, choć i tutaj znaleźć możemy wyjątek. Mężczyźni są tutaj zdecydowanie na drugim planie, przynosząc jedynie cierpienie i chaos.

„Panie na zamku” stają się ze strony na stronę coraz mroczniejszą, choć dającą nadzieję, opowieścią o sile kobiet w koszmarnych czasach, ale także o poświęceniu, zatraceniu człowieczeństwa, bolesnych wyborach niedających nic poza smutkiem. Nie ma tutaj miejsca na patos i wielkie słowa. Pisarka porusza się w obrębie życia codziennego, w którym próbują się odnaleźć kolejne bohaterki. Niezależnie, czy jest to życie w nazistowskich Niemczech, powojennych Niemczech, czy też emigracyjnych realiach.

Są w tej książce sceny łamiące serce, są też takie, które budzą wzruszenie i dają choć odrobinę nadziei na poprawę losów bohaterek. Nie brak pełnych przemocy obrazów, ale także wzruszających scen pełnych miłości. Całość jest przez to naprawdę poruszająca i dająca dużo do myślenia. Shattuck potrafi poruszać się z niezwykłą delikatnością w wybranym przez siebie temacie, tak trudnym i nadal bolesnym, tworząc historię niebędącą może arcydziełem, ale wzbudzającą niezwykle silne emocje, wzruszającą i przejmującą do ostatniej strony.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Jessica Shattuck, „Panie na zamku”, Czarna Owca, Warszawa 2018



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat