Akcja „Paniki!” dzieje się w Seattle, w niedalekiej przyszłości. Bohater budzi się w toalecie, obok niego znajduje się ciało nieznajomego mężczyzny. Wszystko wskazuje na to, że doszło do awantury i to on może być sprawcą zabójstwa. Niestety, nic nie pamięta z ostatnich wydarzeń ani jak znalazł się w toalecie. Świadomość wraca na tyle, że dowiaduje się, że zna to miejsce. Znajduje się w barze, do którego często przychodzi. Na krześle, przy jego stoliku zostawił kurtkę. Gorączkowo planuje kolejne kroki. Jak wydostać się z restauracji, by pozostać niezauważonym? Kiedy wyrzucić telefon? Jak wypłacić pieniądze z bankomatu skoro wszędzie są kamery?
Oczywiście już od pierwszych chwil policja wie wszystko na temat podejrzanego i mężczyzna jest na pierwszym miejscu na liście poszukiwanych. Tak przynajmniej uważa. Nie myli się. Z rozwojem akcji jest coraz gorzej, szukają go detektywi oraz ludzie z pogranicza prawa, którzy pracują dla koncernu farmaceutycznego. Mimo niesprzyjających okoliczności główny bohater stara się zrozumieć i wyjaśnić swoje położenie.
Debiut literacki Andrzeja Belenia to książka na pograniczu kryminału i sience fiction. Od początku „Paniki!” trudno wgryźć się w toczącą akcję, wątki uciekają, nie łączą się wzajemnie i nie można odnaleźć logicznego ciągu zdarzeń. Już na samym początku bohater zaczyna uciekać przekonany, że ściga go policja. Skąd policja ma jego rysopis? W dodatku jest nieadekwatnie ubrany do pory roku. Nie pomagają również dialogi, długie, często niewiele wnoszące do samej akcji. W ciągu zdarzeń można znaleźć wiele nieścisłości, na przykład skąd policja wie, kogo od razu ma ścigać? Przecież nie było żadnych świadków, bo podejrzany mógł bez żadnych podejrzeń wyjść z baru.
Mimo wszystko pomysł na historię przedstawioną w „Panice” Andrzeja Belenia uważam za ciekawy. Podstawą zgrabnego kryminału jest przemyślana fabuła oraz efektowne połączenie wątków. Sama konstrukcja historii trochę się rozchodzi, jakby całość nie była precyzyjnie zaplanowana. Domyślam się, że stres, strach i w końcu „Panika” miała być motywem mrożącym bohatera. Zabrakło podszycia całości tłem psychologicznym, głębi emocji i analizy głównego bohatera. Mimo, że wszystkie jego późniejsze decyzje były zdeterminowane przez tytułową panikę, nie widzę związku przyczynowo - skutkowego. Doceniam pomysł, zapominam o wykonaniu.
Nie oznacza to, że nie trzeba dawać szansy debiutom, wprost przeciwnie, często można znaleźć prawdziwe perełki. Nie tym razem.
Sylwia Wasin
(sylwia.wasin@dlalejdis.pl)
Andrzej Beleń, „Panika”, Novae Res, Gdynia 2024
Komentarze