Już po pierwszym zdaniu, które przeczytałam, wiedziałam, że nie będę mogła oderwać się od książki Magdaleny Leszner-Skrzecz. Z przyjemnością na jedno popołudnie rzuciłam swoje obowiązki i oddałam się lekturze. Tym samym wybrałam się z autorką na wędrówkę po zakamarkach tajemniczego miasta. Leszner-Skrzecz stała się moją duchową i mistyczną przewodniczką po Paryżu, magicznym mieście sztuki, historii, mody i przeszłości.
Bohaterka książki, będąca w moim odbiorze alter ego autorki, podejmuje nagłą decyzję o porzuceniu dotychczasowego życia. Decyduje się na spontaniczny wyjazd do Paryża. Zdaje sobie jednak sprawę z tego, że nie będzie to łatwa podróż. Dla głównej postaci stolica Francji nie jest obcym miejscem. Jej wyjazd wydaje się być pewnego rodzaju rozliczeniem z przeszłością, którego od dawna potrzebowała. Dla czytelnika rozpoczyna się nostalgiczny i bardzo emocjonalny spacer, który odbywa się wśród uliczek i zabytków Paryża. Metaforyczna wycieczka w głąb duszy, pod wpływem artystycznych przeżyć uruchamia mechanizm wspomnień i tęsknot za przeszłością. Nie jest to jednak typowa przechadzka z przewodnikiem, to wycieczka po miejscach ważnych w przeszłości bohaterki.
Książka podzielona jest na rozdziały, mają one formę listów, które autorka kieruje do mężczyzny. Wiele historii, ciekawych anegdot i niedokończonych zdań oraz półsłówek świadczy o tym, że alter ego autorki analizuje przeszłość, poszukuje siebie oraz niezbędnego wewnętrznego spokoju. Bohaterka nad wyraz kocha sztukę, a otaczający ją świat chłonie wszystkimi zmysłami. Tak, jak każda kobieta na pewnym etapie życia, autorka potrzebuje zmiany.
Bohaterka czyli tajemnicza W, zadaje sobie pytanie, co jest najważniejsze w życiu? Odpowiedź przychodzi pod koniec podróży, najważniejsza jest miłość!! Kocha tego, którego musiała opuścić, pierwszą miłość i mężczyznę swojego życia. Zrozumiała to właśnie w Paryżu, a odwiedzając kolejne zakątki, znajduje rozsypane elementy swojej duszy. Każdy list autorka kończy podpisem: Szczęśliwa, Zachwycona, Odnaleziona W. Świadczy to tym, iż zachodzą zmiany w sposobie jej myślenia. Jednym słowem po prostu dojrzewa. Pomiędzy rozdziałami zostały umieszczone zdjęcia, domyślać się można, że wykonała je sama autorka. Potęguje to emocjonalną wartość utworu. Widzimy bowiem wybrany fragment miasta fotografowany okiem autorki.
Książka jest bardzo osobista, chociaż z drugiej strony niezwykle uniwersalna. Z początku wydawać się może bardzo płytką opowieścią o niezdecydowanej kobiecie. Zagłębiając się jednak w lekturę przekonujemy się, że zmusza ona do zastanowienia się nad sobą i nad swoimi emocjami. Czytając „Paryski Świt” miałam wrażenie, że Pani Magdalena jest moją najlepszą przyjaciółką. Emocje siedzące gdzieś na dnie mojej duszy, odważyła się opisać za mnie. Zrobiła to niezwykle skutecznie. Poszukujących, zakochanych i zagubionych kobiet musi być więc znacznie więcej. To właśnie dla nich jest „Paryski Świt”. Warto na chwilę zwolnić, odnaleźć w jakimś miejscu swój symboliczny Paryż i wykonać rachunek sumienia. To nie będzie łatwe zadanie, ale z pewnością przyjdzie wymarzona ulga, tą którą odczuła autorka. Pani Magdaleno, pozwolę się odezwać w imieniu wszystkich czytelniczek. Czekamy na kolejną podróż, tym razem „Odnalezionej W”!
Dobrochna Rawicka
(dobrochna.rawicka@dlalejdis.pl)
Magdalena Leszner-Skrzecz, "Paryski świt", Novae Res 2016
Komentarze