Jak sam mówi: "Choć fizyczność śmierci nas niszczy, idea śmierci nas ocala". Yalom podaje Ebenezera Scrooge'a, Pierre'a Bezuchowa i Iwana Ilycha jako literackie przykłady ludzi, którzy mieli "doświadczenia przebudzenia", czyli konfrontacje ze śmiercią, które zmieniły ich życie na lepsze. Przebudzenie może bowiem nastąpić, gdy umiera ktoś bliski, gdy stajemy w obliczu choroby zagrażającej życiu, gdy się rozwodzimy, gdy przeżywamy poważną traumę (np. gwałt lub pożar), gdy mija kamień milowy (np. pięćdziesiąte lub sześćdziesiąte urodziny), gdy wyprowadzają się nasze dzieci, gdy zmieniamy zawód lub przechodzimy na emeryturę, gdy przeprowadzamy się do domu spokojnej starości lub gdy mamy mocny sen o śmierci. Cechą wspólną tych kamieni milowych jest to, że przypominają nam, że podążamy drogą życia, a końcem tej podróży jest śmierć.
Chociaż konfrontacja ze śmiercią może mieć swoje zalety, ma też jedną poważną wadę - niepokój, który dla wielu z nas naprawdę bywa nie do zniesienia. Yalom daje kilka rad, z których żadna nie zakłada wiary w zjawiska nadprzyrodzone, aby ten niepokój stłumić. Przede wszystkim prosi nas, abyśmy zastanowili się nad słowami Epikura, starożytnego greckiego filozofa, który podał kilka argumentów, dlaczego nie powinniśmy obawiać się śmierci. Na przykład, nie mamy powodu, aby bać się śmierci, ponieważ nigdy nie doświadczymy jej w rzeczywistości - ponieważ, oczywiście, będziemy martwi. Nie mamy też powodu, by obawiać się śmierci, ponieważ śmierć jest stanem niebytu, który nie różni się od stanu niebytu przed narodzinami, a skoro nie obawiamy się naszego stanu przed narodzinami, nie powinniśmy obawiać się naszego stanu po śmierci. Śmierć jest nicością, gdy umieramy nasza dusza ulega rozproszeniu, a to co rozproszone – jest niczym. „Innymi słowy, tam, gdzie jestem, nie ma śmierci, a gdzie jest śmierć, nie ma mnie.”
Choć słowa te, pomagają wielu osobom, innym natomiast bardziej pomocne wydaje się spostrzeżenie, że "Im bardziej nieprzeżyte życie, tym większy lęk przed śmiercią. Im bardziej nie uda ci się w pełni przeżyć życia, tym bardziej będziesz się obawiał śmierci". Innymi słowy, jeśli chcesz złagodzić swój lęk przed śmiercią, musisz żyć dobrze, realizować swój potencjał, zrobić wszystko, co w twojej mocy, abyś umarł z jak najmniejszym żalem. Lęk przed śmiercią karmi się rozczarowaniem, że nie wykorzystało się w pełni życiowego potencjału. Wiele osób rozpacza, ponieważ nie spełniły się ich marzenia, a jeszcze bardziej cierpią, bo nic w tym kierunku nie zrobili. Koncentracja na tak głębokim żalu często staje się punktem wyjścia dla pokonania przerażenia przed śmiercią. Yalom opisuje istotną wartość żalu. Proponuje, abyśmy wyobrazili sobie siebie za pięć lat i zastanowili się, czego możemy wtedy żałować? Po przeprowadzeniu tego eksperymentu myślowego, powinniśmy zapytać samych siebie, jak możemy żyć, aby nie gromadzić więcej żalu? Co zrobić teraz, by kiedyś nie martwić się o niewykorzystane szanse i możliwości?
Yalom opisuje niezwykle ważny efekt falowania, czyli wpływ naszych dobrych uczynków na ludzi po naszej śmierci. Nawet jeśli nasze imię i pamięć o nas nie przetrwają długo po naszej śmierci, to jeśli będziemy w swoim życiu pomagać innym, możemy być pewni, że nasz wpływ będzie trwał nadal. Falowanie odnosi się do faktu, że każdy z nas tworzy — często bez naszej świadomej intencji lub wiedzy — koncentryczne kręgi wpływu, które mogą wpływać na innych przez lata, a nawet pokolenia. Oznacza to, że wpływ, jaki wywieramy na innych ludzi, jest z kolei przekazywany innym, podobnie jak fale w stawie trwają, aż przestają być widoczne, ale utrzymują się na poziomie nano. Pomysł, że możemy zostawić coś z siebie, nawet poza naszą wiedzą, oferuje mocną odpowiedź tym, którzy twierdzą, że brak sensu nieuchronnie wypływa z czyjejś skończoności i przemijania.
Autor podkreśla również, jak ważne jest, aby nie umierać samotnie. Kiedy bliska osoba staje w obliczu śmierci, mimo że naszą pierwszą reakcją może być unikanie jej (ponieważ nie chcemy stawić czoła własnej śmiertelności lub boimy się, że nie będziemy wiedzieli, co powiedzieć), powinniśmy podjąć wysiłek, aby być przy niej. Często oznacza to mówienie bardzo niewiele, po prostu obecność przy kimś. "Sama obecność - pisze Yalom - jest największym darem, jaki można dać komuś, kto wkrótce umrze.” Możemy także złagodzić ich niepokój, wyrażając im naszą wdzięczność, mówiąc im, że nasze życie stało się lepsze, ponieważ oni w nim uczestniczyli; innymi słowy, możemy podkreślić, jak ich byt wpłynął na nasze własne życie. Nie pozwalając innym umierać w samotności, dajemy im także szansę, by stali się dla nas przykładem, wzorcem właściwego, odważnego sposobu umierania, co z kolei ułatwi im odejście.
Argumentacja tej książki jest wyraźnie oparta na filozofii i anegdotach oraz zawiera wiele doświadczeń klinicznych, które mogą pobudzić nasze myślenie. „Patrząc w słońce” jest nauką mistrza psychoterapii. Choć bolesna i przerażająca, Yalom utrzymuje, że świadomość śmierci, a nawet okresowe fale lęku przed śmiercią, jeśli skłaniają do autorefleksji i zmian, mogą niezmiernie wpłynąć na jakość życia. Ta książka to swego rodzaju podręcznik dla każdego, kto szuka ulgi w strachu wywołanym kontemplacją własnej śmierci.
Iwona Szymbara
(iwona.szymbara@dlalejdis.pl)
Irvin D. Yalom, „Patrząc w słońce”, Czarna Owca, 2022.
Komentarze