„Pięć par rękawiczek” – recenzja

Recenzja książki „Pięć par rękawiczek”.
Opis na okładce obiecywał przyjemny i lekki romans historyczny osadzony w dziewiętnastowiecznym Londynie, a więc ze wszech miar niezobowiązującą lekturę do połknięcia w jeden wieczór. Czy autorka spełniła te oczekiwania?

Mona Gin zapoznaje nas z perypetiami pięciu przyjaciółek: Madeline, Augusty, Janny, Katherine i Mary. To dziewczęta, z których każda wywodzi się z bogatej londyńskiej rodziny. Zatem ich życie składa się z popołudniowych herbatek, balów i oczekiwania na korzystne zamążpójście, a wszystko to zgodnie z regułami epoki. Niezgodne z regułami są jednak dosyć zdecydowane poglądy panienek na to, jak ma wyglądać ich życie: każda z dziewczyn marzy o miłości z prawdziwego zdarzenia, a nie o aranżowanym małżeństwie z kimś, kogo nie znają lub nie lubią. Czy rezolutnym panienkom uda się postawić na swoim i do ołtarza wyruszyć z bratnią duszą, a nie tylko z „dobrą partią”?

Madeline poznaje przyrzeczonego jej Pana Greenwooda, dla którego jej panieńskie serduszko zaczyna mocniej bić. Bije jednak naprawdę mocno, gdy na scenę wkracza przyjaciel jej narzeczonego, wtedy akcja zaczyna się komplikować… Z kolei Janny nagle wyjeżdża z całą rodziną do Francji, skąd przyjaciółki dostają dziwny list. Na tyle odbiegający od tego, w jaki sposób Janny komunikowała się z przyjaciółkami, że te nie bacząc na nic, postanawiają wyruszyć do miejsca, gdzie znajduje się Janny.

Debiutująca autorka postawiła zdecydowanie na klimat  romansu, ubierając go w sposób pretekstowy w historyczne realia. Całość jest wdzięczna, choć daleko jej do ekscytującej narracji spod pióra Julii Quinn. Jednak pewne podobieństwa da się odszukać: dziewiętnastowieczne dekoracje ładnie współgrają ze współczesną mentalnością bohaterek, z których każda idealnie odnalazłaby się w dzisiejszym Londynie. Dalekie od konwenansów poczynania naszych heroin nie skazują ich na ostracyzm społeczny i wykluczenie ze środowiska, więc osadzenie akcji w takich, a nie innych czasach, spełnia rolę kostiumu narzuconego na zupełnie aktualną tematykę. A miłośniczki prozy Jane Austen mogą tylko załamywać ręce nad pewnymi niedorzecznościami fabuły.

Powieści nie zaszkodziłoby przycięcie kilku wątków, które poruszane są tylko pobieżnie i wprowadzają nieco chaosu do narracji. Zbyt duża ilość bohaterek też czasami wymyka się autorce spod kontroli. Mona Gin często nie panuje nad wykreowanymi przez siebie postaciami. Całość jednak z pewnością przypadnie do gustu miłośniczkom lekkich romansów, które przymkną oko na te niedociągnięcia, na rzecz wciągającej fabuły i licznych miłosnych perypetii, a także przyjemnej historii o kobiecej przyjaźni i odwadze.

Małgorzata Tomaszek
(malgorzata.tomaszek@dlalejdis.pl)

Mona Gin, „Pięć par rękawiczek”, Wydawnictwo Novae Res, Warszawa, 2024.



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat