Agata Kołakowska to wrocławianka z krwi i kości, absolwentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Wrocławskim, a przede wszystkim autorka wielu powieści dla kobiet. Pod koniec sierpnia bieżącego roku ukazała się drukiem jej kolejna książka zatytułowana "Pięć minut Raisy".
Bohaterką najnowszej powieści Kołakowskiej jest Raisa, kobieta w kwiecie wieku, która przez WHO i Human Resources Institute zostaje okrzyknięta najbardziej pechową osobą na świecie. Czy zasłużenie, czy nie, robi się wokół niej szum medialny, którego na pewno nie chciała i o który nie zamierzała nigdy zabiegać. Jedyną dziennikarką, z którą Raisa zechciała porozmawiać, mimo kłębiącego się na jej trawniku tłumu, a właściwie tą, która była pierwsza na jej ganku, jest Magda Sajewicz.
Dzięki Magdzie poznajemy skomplikowane losy Raisy i jej, co jest nie do podważenia, naprawdę sporego pecha. Chociaż po przeczytaniu całej powieści dochodzi się jednak do wniosku, że to nie pech, a niesamowite szczęście wychodzenia cało z kryzysowych sytuacji.
Tytułowe „Pięć minut Raisy” to nie tylko historia życia głównej bohaterki. Autorka w książce umiejętnie pomieszała jej losy z historią jej rodzeństwa i dzieci, przyjaciółek Edyty i Magdy. Ba! Nawet samego prezydenta Polski.
Główna akcja powieści toczy się w dalekiej przyszłości, bo w roku 2040. Do książki typowo obyczajowej Kołakowska dołożyła nieco elementów sci-fi, ale dość sztampowych. Wynalazki z przyszłości nie są zupełną nowością ani czymś nowatorskim. Podczas czytania miałam czasami wrażenie, że autorka nie mogła się zdecydować, czy pisać powieść stricte i obyczajową, czy fantastyczno-obyczajową.
Mnie osobiście bardzo śmieszyła również postać prezydenta i aktualnej sytuacji politycznej, która łudząco przypomina obecną sytuację w kraju. Czy to celowy zabieg? Nie mam pojęcia, ale przy czytaniu pomyślałam, że gdzieś już to było i gdzieś już była mowa o takim prezydencie i tym, co się dzieje w Polsce („Ucho prezesa”, „Inwazja” Wojciech Miłoszewski). Pozostaje mieć nadzieję, że za te trzynaście lat sytuacja polityczna się jednak zmieni.
Co do samej fabuły „Pięciu minut Raisy” nie mam żadnych zastrzeżeń. Książkę czyta się bardzo przyjemnie, a akcja niezmiernie wciąga. Z kartki na kartkę byłam coraz bardziej ciekawa jej końca.
Czy masz w życiu pecha, czy nie, warto przeczytać „Pięć minut Raisy”, szczególnie w zbliżające się jesienne wieczory. Bo chociaż to teoretycznie powieść o pechu, to tak naprawdę mówi nam o prawdziwym życiu i tym, co jest w nim najważniejsze.
Anna Pytel
(anna.pytel@dlalejdis.pl)
Agata Kołakowska, Pięć minut Raisy, Wydawnictwo Prószyński i S-ka, Warszawa 2017
Komentarze