Odnajdziemy je w nas samych i dopasujemy do swoich potrzeb.
Poezja od zawsze była obecna w życiu człowieka, stała się zwierciadłem opisującym codzienność i nas samych. Okraszona w najróżniejsze figury literackie wwierca się w umysł, rodząc nowe myśli. W kilku wersach wlewa w czytelnika uczucia, doznania i przemyślenia –przewodnikiem po świecie jest poeta. Mirosław Łukowicz raczy nas tomikiem pod tajemniczym tytułem „Jak powstało piekło”, dodatkową mgłę tajemnicy stanowi opis z tyłu okładki, z jakże intrygującym zwrotem „garażowy menel słowa”.
Utwory są celowo pozbawione interpunkcji, bez wielkich liter, bez wyraźnego rytmu i rymów. Mnogość interpretacji i danie szansy czytelnikowi na dobór tempa i wyróżnienie treści najistotniejszych jest niewątpliwie ciekawym zabiegiem. Osobiście, wolę gdy poeta prowadzi czytelnika, daje jasno wytyczone wskazówki, nie pozostawia miejsca na chaos. Wygrzebywanie się z pierwotnej zupy myśli Łukowicza może stanowić niemały problem, zmuszając czytelnika do wielokrotnego czytania tych samych wierszy, a nawet tych samych zdań. Trudno ocenić, czy jest to element dobry, czy też nie. Z jednej strony mamy zapewnienie, że będziemy musieli wgryźć się bardzo głęboko w wersy, by skosztować miąższu. Z drugiej strony, takie maskowanie przekazu nie pozwala na rozkoszowanie się słowem pisanym, które w przypadku tradycyjnej formy jest balsamem dla czytelnika.
Tomik „Jak powstało piekło” to seria spostrzeżeń i odczuć z życia codziennego. Piekło znajdziemy tutaj własne, nie narzucone, nie nachalnie wpisane w serie doktryn. Odnajdziemy je w nas samych i dopasujemy do swoich potrzeb. Czy ta podróż jest warta zakupu? To zależy, mnie osobiście nie urzekła forma, bo do przekazu nie mogę mieć zastrzeżeń. Trzeba w sklepie przeczytać choć jeden wiersz i odpowiedzieć sobie na pytanie – czy dostrzegamy pierwiastek piekła?
Semko Bayer
(semko.bayer@dlalejdis.pl)
Mirosław Łukowicz, „Jak powstało piekło”, Papierowy Motyl, Warszawa 2011
Komentarze