Ania jeszcze do niedawna była szczęśliwa, miała partnera, Jacka, z którym planowała wspólną przyszłość. Później jednak coś zaczęło się psuć. Choć nadal byli parą, Jacek zaczął się od niej odsuwać, ignorować jej potrzeby. Ania zaczęła więc zastanawiać się, czy przypadkiem nie nastąpił koniec tej relacji i nie ma już o co walczyć. Na szczęście w trudnych chwilach i sercowych dylematach może liczyć na swoją przyjaciółkę – Klaudię.
Zastanawiając się nad przyszłością i próbując uleczyć złamane serca, dziewczyny zgłębiają historię Rozalii – przodkini Anki, której to spisane losy Ania otrzymała od swojej mamy. I to historia Rozalii – dziewczyny, której grozi staropanieństwo, która jest pomiatana przez swoją szwagierkę, która potajemnie podkochuje się w dziedzicu dworku, stanowi większą część książki.
"Pierwsza miłość" to moje pierwsze spotkanie z Krystyną Mirek, którego, niestety, nie mogę zaliczyć go do wyjątkowo udanych. Zanim jednak przejdę do tego, co przeszkadzało mi podczas lektury, skupmy się na kilku mocniejszych stronach tej pozcji.
Na pewno sposób narracji i język, jakim książka została napisana, przekładają się na szybkość czytania. "Pierwszą miłość" można przeczytać właściwie w jedno popołudnie. Przez fabułę się płynie, nie wymaga nadmiernej koncentracji, więc łatwo stracić poczucie czasu poznając losy bohaterek książki.
Także sama opowieść nie była najgorsza. W książce naprzemiennie pojawiają się dwie historie – Rozalii, której spisane losy poznajemy razem z Anką i Klaudią i dziewczyn, które w przerwach od lektury, wiodą swoje życie. Ja zdecydowanie lepiej bawiłam się na rozdziałach poświęconych Rozalii (których na szczęście było więcej). Sama jej historia jest dość bajkowa, ale jednak przyjemna w odbiorze.
Co w takim razie zaniża moją ocenę "Pierwszej miłości" Krystyny Mirek? Zdecydowanie ta bardziej współczesna część fabuły (a więc wstawki o Ance i Klaudii). Choć obie są raczej kreowane na bohaterki pozytywne, które borykają się z problemami, to mój odbiór był dość daleki od poztywnego. Miałam wrażenie, że obie cierpią na deficyty kompetencji społecznych, nie potrafią się komunikować, za to bardzo chętnie narzekają jak to niekomunikatywi wobec nich są ich partnerzy. Również podejmowane przez nie decyzje wyglądają mało wiarygodnie, czy po prostu dziwnie. W tych fragmentach dotyczących dziewczyn pojawiały się też wzmianki o ich pracy. I (choć, na szczęście, nie było tego wiele), ilekroć któraś z nich mówiła czy myślała o swojej pracy lub się do niej wybierała, szerzej otwierałam oczy ze zdumienia. Ciekawa jestem, gdzie tak się pracuje.
Być może, jesli szukacie książki obyczajowej, która będzie jedynie miłym przerywnikiem w codzienności, to książka Krystyny Mirek sprawdzi się w tej roli. Ja po lekturze miałam mieszane uczucia, dostałam od tej historii stanowczo zbyt mało, aby rozważać sięgnięcie ponownie po tę lub inne książki autorki.
AP
(biuro@dlalejdis.pl)
Krystyna Mirek "Pierwsza miłość" Wydawnictwo Edipresse, Warszawa 2021
Komentarze