„Pierwsza lekcja tańca” – recenzja

Recenzja książki „Pierwsza lekcja tańca”.
Piękny, włoski klimat zabawy i marzeń o sukcesie przerywa tragiczny wypadek. Czy szara Ameryka pozwoli bohaterowi na powrót do swoich planów?

Bywają czasami książki, w których nie lubimy głównego bohatera. Rzadko kiedy oceniamy je wówczas jako piękne czy cenne dla nas jako czytelników. Z książką Petera Pezelliego „Pierwsza lekcja tańca” było inaczej, i samą mnie ona zaskoczyła: choć główny bohater nie był dla mnie człowiekiem miłym czy ciekawym, to jednak książkę oceniam jako przepiękne dzieło.

Fabio to przystojny, wysportowany młodzieniec, który ma jasny plan na życie: będzie sławnym na cały świat tancerzem. Wygląda na to, że jest na dobrej drodze do realizacji swoich marzeń, zwłaszcza z pozytywnym nastawieniem i ogromną pewnością siebie. Tym większą tragedią jest dla niego wypadek, w którym giną nie tylko jego miłość i przyjaciel, ale również pogrzebane zostają wszelkie marzenia. Fabio, przeżywszy długą drogę rehabilitacji fizycznej, z ranami na duszy zostaje wysłany do wuja, dmuchacza szkła, który prowadzi niewielki sklep w Ameryce. Zimny klimat, kpiące z niego otoczenie i niebywała niechęć do zawierania nowych znajomości sprawiają, że Fabio zamyka się w swoim świecie. A jego wuj robi wszystko, aby go z niego wyciągnąć.

Jeśli miałabym wskazać prawdziwego bohatera tej książki, który nie tylko zapadł mi w pamięć, ale i przemówił do mojego serca – byłby to wuj Fabia, Rick, którego poznajemy dopiero w dalszych rozdziałach. Człowiek, który miał być księdzem, zrezygnował ze święceń dla wielkiej miłości i szybko ją stracił, nie zdążywszy się nią nacieszyć – a mimo to nadal mający wielką wiarę i nadzieję w swoim sercu. Sam Fabio był dla mnie postacią dość rozpuszczonego i niezważającego na innych młodego chłopaka. Tragedia, której był uczestnikiem, zostawiła w nim rany fizyczne i psychiczne, do których zagojenia w ogóle nie dążył. Jednocześnie, wraz z upływem fabuły mogliśmy zauważyć jego przemianę, a to sprawia, że książka jest świetnym studium przypadku młodego, złamanego przez życie człowieka, który się powoli podnosi.

Ogromną przyjemność w „Pierwszej lekcji tańca” sprawiły mi… opisy. Choć nie są długie i bardzo dokładne, to jednak wprowadzają nas na zmianę w cudowny świat włoskiego, ciepłego i radosnego kraju, pełnego jednak pracy i wyzwań, a także w „amerykański sen”, który z czasem może okazać się koszmarem. Bardzo cenię sobie książki, które pokazują rzeczy takimi, jakimi są one naprawdę. Nie ma tu miejsca na nierealne opisy cudownej Ameryki ani włoskiego raju – te miejsca są dokładnie takie, jakie mogą być w rzeczywistości: piękne, a w pewnych aspektach pełne brzydoty; wypełnione złymi i dobrymi ludźmi.

Sama byłam zaskoczona tym, jak bardzo książka Petera Pezzelli przypadła mi do gustu. Po jej zamknięciu ze zdziwieniem stwierdziłam, że odczuwam ogromną ochotę przeczytania innych dzieł tego pisarza, choć na początku książki zdecydowanie bym temu zaprzeczyła. Z tego powodu muszę przyznać, że „Pierwsza lekcja tańca” jest zdecydowanie warta uwagi, zwłaszcza dla osób, które ciągle poszukują celu swojego życia i potrzebują chwili rozmyślań.

Paulina Dudek
(paulina.dudek@dlalejdis.pl)

Peter Pezzelli, „Pierwsza lekcja tańca”, Kraków, Wydawnictwo Literackie, 2015



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat