Kif ma na to tylko sześć tygodni. Jak poradzi sobie z niełatwym rozmówcą „wkradającym się” w ludzkie umysły?
Kif Kehlmann to młody mężczyzna, marzący o karierze prawdziwego pisarza. Jak na niezbyt zamożnego człowieka przystało, głównym priorytetem młodzieńca jest utrzymanie rodziny — córeczki Brigit i ciężarnej żony, Suzy. Aby móc spełnić się w roli głowy rodziny, Kif podejmuje się różnych prac dorywczych, mających na celu zaspokojenie elementarnych potrzeb jego najbliższych. Pisaniem zajmuje się pobocznie, jak ma spokój, chwilę tylko dla siebie. Marzy o wydaniu własnej powieści — bardzo chciałby, aby to pisanie stało się jego bazowym źródłem utrzymania.
Kif często zastanawia się nad swoją przyszłością. Czy zostanie kiedyś pisarzem? Czasami zaczyna w to wątpić, bo przecież za coś trzeba wydać książkę. Skąd miałby wziąć na to środki? Tymczasem niespodziewanie dostaje dość tajemniczą, ale atrakcyjną propozycję. Pewnego wieczoru otrzymuje telefon od mężczyzny z niemieckim akcentem, który proponuje mu napisanie autobiografii. W sześć tygodni, nie więcej. W zamian za realizację projektu ma otrzymać 10 tys. dolarów. Mężczyzna po drugiej stronie słuchawki okazuje się być Siegfriedem Heindlem we własnej osobie — najsłynniejszym w dziejach Australii oszustem, człowiekiem z niejasnymi powiązaniami z CIA, NASA, podejrzanym o zabójstwo współpracownika. Oferta wydaje się być kusząca — możliwość zdobycia doświadczenia oraz pieniądze, których Kehlmann tak bardzo potrzebuje. Niewiele się zastanawiając, przyjmuje zlecenie.
Nowa praca bardzo zmienia dotychczasowe życie głównego bohatera, a przy tym oddala go od rodziny. Kif ma pomysł na autobiografię i potrafi przygotować zestaw ciekawych, rzeczowych pytań. Problemem jest sam Heindl, który bardzo utrudnia pracę nad książką, wymijająco odpowiada na pytania. Kehlmann już nie wie, które słowa z ust Siegfrieda są prawdą, a które fałszem, bowiem przeróżne wersje na dany temat są ze sobą całkowicie rozbieżne. Kif bardzo ciężko pracuje nad metaforą, umiejętnością czytania „między wierszami”, by jak najwięcej ciekawostek zawrzeć w tekście. Ale jakby było tego mało, jego rozmówca wręcz obsesyjnie interesuje się życiem prywatnym najbliższych współpracowników odpowiedzialnych za autobiografię. Niejako „wkrada się” w ich umysły, chcąc przejąć nad nimi kontrolę; wie rzeczy, których nie powinien wiedzieć.
„Pierwsza osoba” to lektura inspirowana życiem i działaniem autentycznego oszusta formatu literackiego Heindla i pisarskim doświadczeniem Richarda Flanagana. Autor bardzo ciekawie stworzył opowieść, podczas czytania której z każdą kolejną kartką narasta napięcie. Chce się wiedzieć więcej i więcej, chce się poznać Siegfrieda, jego sposób rozumowania i schemat działania. Oszust wciąga, wręcz uzależnia. Odraża swym wyrachowaniem, ale ma w sobie coś niemalże magnetycznego.
Pomimo tego, że książka jest dosyć obszerna i zawiera wiele opisów, czyta się szybko. Autor sprytnie splątał je z dialogami. W zasadzie jedyną rzeczą, która mi się nie spodobała są młodzieńcze wybryki Kifa i jego kolegi. Chciałabym wierzyć, że ludzie nie są zdolni do tak paskudnych czynów „dla zabawy”, jakie są tu opisywane. I chciałabym wierzyć, że autor — inspirując się własnym doświadczeniem — nie popełniał ich w przeszłości. Chciałabym wierzyć, że nie byłby zdolny do nich żaden pisarz...
Ewelina Grzesiuk
(ewelina.grzesiuk@dlalejdis.pl)
Flanagan Richard, „Pierwsza osoba”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2019
Komentarze