"Pieśń wisielca" - recenzja

Recenzja książki "Pieśń wisielca".
Samobójstwo, czy morderstwo? Inspektor McLean znów musi rozwikłać misternie utkaną intrygę, czy znów mu się to uda?

"Pieśń wisielca" Jamesa Oswalda to moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem, a co za tym idzie z postacią głównego bohatera inspektora Tony'ego McLeana i myślę, że całkiem przyjemne, ponieważ klimat książki wciąga. Już pierwszy rozdział, choć krótki, chwyta za gardło i trzyma w napięciu, ponieważ opis morderstwa pozorowanego na samobójstwo jest bardzo sugestywny. Kolejne rozdziały przybliżają odrobinę postać McLeana, jego życie prywatne, w które wkracza wybudzona ze śpiączki Emma, cierpiąca na amnezję. Poznajemy jego nie najlepsze kontakty z szefem, który zdegradował go do obyczajówki i trudne relacje z nowymi kolegami. McLean prowadzi równocześnie dwa śledztwa w dwóch wydziałach. Jedno dotyczy tajemniczych samobójstw, a może morderstw młodych, zamkniętych w sobie mężczyzn, raczej stroniących od towarzystwa innych ludzi. Drugie natomiast skupia się na śmierci jednego z sutenerów oraz sprawie przemytu prostytutek. Tony prawie jak każdy bohater kryminałów ma pewne nawyki i bolączki: nie stroni od alkoholu i cierpi na uciążliwą bezsenność. Mimo to polubiłam go od razu, ponieważ wzbudza zaufanie i jest zwyczajnie przyzwoitym człowiekiem, co często prowadzi do konfliktów z kolegami i szefostwem. Okazuje się, że kręgosłup moralny w zawodzie policjanta może być czasami sporym balastem. Miłym odprężeniem w powadze tego kryminału są krótkie, aczkolwiek bardzo rozluźniające epizody z kotem pani McCutcheon, który ma specyficzny stosunek do swego nowego właściciela, ale w końcu okaże się Jego wielkim sprzymierzeńcem.

Mimo, że książka jest wielowątkowa, to narracja prowadzona jest w taki sposób, by nie zagubić się w natłoku informacji. Oswald próbuje nas zwodzić, daje wskazówki, by następnie skierować tropy w inną stronę. Idziemy więc za dowodami, a czasami poszlakami mając wrażenie, że razem z McLeanem prowadzimy śledztwo i rozwiązujemy zagadkę. Fakt, że po kilkunastu rozdziałach mogłam domyślić się, kto stoi za wszystkimi morderstwami, wcale nie odbiera tej historii kunsztu, gdyż cały czas zastanawiałam się,  czy przypadkiem moje spostrzeżenia nie są błędne, a prawda okaże się zaskakująca! Nagle wszystkie wątki zaczęły się przeplatać i łączyć się ze sobą w całkiem zgrabną całość i mimo, że końcowe rozdziały pozostawiły niewielki niedosyt, to miło spędziłam czas w towarzystwie inspektora McLeana. Myślę, że po lekturze "Pieśni wisielca" z przyjemnością zapoznam się z innymi pozycjami autorstwa Jamesa Oswalda. Zapowiada się naprawdę elektryzująco!

Anna Wasyliszyn
(anna.wasyliszyn@dlalejdis.pl)

James Oswald, Pieśń wisielca, Warszawa, Wydawnictwo Jaguar, 2016



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat