Pokładałam naprawdę duże nadzieje w tej lekturze. Do zapoznania się z nią zachęcił mnie tytuł: bo przecież książka mająca w tytule frazę „pisarka” musi być dobra. Jak magnes zadziałała również kategoria, a więc gatunek literacki, do którego zalicza się tę powieść; choć, jak wiadomo, kryminały czy thrillery bywają różne. I tak pełna nadziei na miły relaks zasiadłam do „Pisarki”, licząc na wyczekany odpoczynek. I niby to wszystko się udało i książka Magdy Stachuli w jakimś stopniu mnie zaciekawiła, ale ostatecznie pozostał po niej duży niedosyt, z którym wolałabym nie pozostać.
Autorka konsekwentnie buduje postacie i precyzyjnie przedstawia losy swoich bohaterów. Dzięki temu czytelnik bardzo łatwo wchodzi w zaprezentowany przez nią świat, pozostając cichym obserwatorem. Tylko że „Pisarka” wydaje się miejscami oczywista… Podczas lektury wielokrotnie powiedziałam sobie po cichu: „no jakżeby inaczej?”. I to wcale nie był komplement względem treści. Niektóre okoliczności czy konkretne zdarzenia można było łatwo przewiedzieć – jak choćby to, jak wygląda prywatne życie głównej bohaterki. Wraz z przewracaniem kolejnych kart książki stawało się powoli jasne, jakie informacje uda się zdobyć podczas dalszego czytania. Ale podkreślam – nie dotyczy to całej książki, a jedynie jej fragmentów.
Magdzie Stachuli nie można jednak odmówić talentu do kreowania historii dynamicznej, chwilami trzymającej w napięciu. Pomimo więc pewnych wad „Pisarki” (które wadami być przecież nie muszą dla innych osób) trzeba przyznać, że to dobra lektura. Warto po nią sięgnąć choćby po to, by poznać panią Stachulę, a tak właściwie jej twórczość i sprawdzić, dlaczego zyskała ona tak duże uznanie wśród czytelników.
Pozostaję więc z pewnym niedosytem, ale polecam tę książkę. Sprawdźcie koniecznie, co może się stać, kiedy lawirowanie pomiędzy rzeczywistością a wyobraźnią pójdzie o krok za daleko.
Alicja Swedura
(alicja.swedura@dlalejdis.pl)
Magda Stachula, „Pisarka”, Wydawnictwo Luna, 2023
Komentarze