Plejada emocji

Recenzja książki "Weranda pełna słońca"
Los bywa nieprzewidywalny. Najgorsze jest, kiedy wszystko zmienia się diametralnie. Mamy wrażenie, że cały świat zwrócił się przeciwko nam. Strata najbliższej osoby jest niezwykle bolesna, a rany goją się długo.

Janie i Robby byli szczęśliwym małżeństwem. Świat kobiety legł w gruzach, kiedy pewnego dnia jej mąż zginął w wypadku samochodowym. Od tego czasu samotnie wychowuje dwoje małych dzieci – Carly i Dylana. Zagubiona kobieta szuka wsparcia i zrozumienia. Jest przekonana, że czas leczy rany, jednak rzeczywistość staje się bardziej okrutna. Im więcej czasu mija od śmierci męża, tym jest gorzej. Janie nie radzi sobie z emocjami, usilnie szuka wsparcia i męskiego ramienia, na którym mogłaby się wypłakać. Nie wie jednak, czy kiedykolwiek będzie w stanie jeszcze się zakochać. Przy jej boku pojawia się mężczyzna, który ją wspiera, jednak samotna matka wie, że on nigdy nie będzie mógł być jej…

„Weranda pełna słońca” to wzruszająca opowieść o tym, jak druzgocąca może być tęsknota. Muszę przyznać, że początkowo spodziewałam się zwykłego romansidła. Już po pierwszych stronach powieści przekonałam się, że Juliette Fay napisała pełną emocji historię kobiety, która po śmierci ukochanego musi na nowo odnaleźć się w otaczającej ją rzeczywistości. Szczerze przyznam, że jest niewiele książek, które były w stanie doprowadzić mnie do łez, żadna z nich nie niosła w sobie aż tyle emocji. „Weranda pełna słońca” jest jedną z nich. Juliette Fay przepełniła powieść chyba wszystkimi możliwymi, ludzkimi uczuciami od smutku, złości, przez radość i na miłości kończąc. Od początku towarzyszymy Janie –młodej wdowie, w jej codziennych zmaganiach ze światem i sobą. Podziwiamy ją za odwagę, siłę, chart ducha. Kiedy jednak kobieta ogląda obraz, przedstawiający całującą się parę – prezent od byłego męża, który otrzymała przez ślubem i opowiada o swojej wielkiej miłości – płaczemy razem z bohaterką. Wspieramy ją całym sercem. Patrzymy na jej dorastające pociechy, obserwujemy ich zachowanie i reakcje, kiedy mama tłumaczy Dylanowi, że „tata jest w niebie i do nich już nie wróci.” Chłopiec na swój dziecinny sposób rozumie to, jednak mimo wszystko ma żal do ojca, że ten „nie przyjdzie z nieba, aby świętować razem z nim jego piąte urodziny.”

Juliette Fay w swojej powieści wzrusza do łez. „Weranda pełna słońca” nie jest tanim, kiepskim romansem. To opowieść o uczuciach, przede wszystkim o wielkiej tęsknocie, która w niewyobrażalny sposób może zawładnąć ludzkim życiem. Gorąco polecam!

Wioleta Derkowska
(wioleta.derkowska@dlalejdis.pl)

Juliette Fay, „Weranda pełna słońca”, Wydawnictwo Otwarte, Kraków 2011



Komentarze




Społeczność

Newsletter

Reklama

 
W tej witrynie stosujemy pliki cookies. Standardowe ustawienia przeglądarki internetowej zezwalają na zapisywanie ich na urządzeniu końcowym Użytkownika. Kontynuowanie przeglądania serwisu bez zmiany ustawień traktujemy jako zgodę na użycie plików cookies. Więcej w Polityce Cookies. Ukryj komunikat