Analizuje Ustawienia Rodzinne Hellingera, Księgę Przemian, często też dodaje własne spostrzeżenia i notatki z zagranicznych wykładów, w których uczestniczyła. Niestety, przedstawia to w nieprzystępny sposób.
Książka jest po prostu nudna. Dałam się nabrać na intrygujący tytuł, spodziewając się przy tym czegoś znacznie ciekawszego i lepszego. W rezultacie miałam ochotę odłożyć „Magię związków” po kilku przeczytanych stronach. Książka napisana jest niekiedy trudnym, typowym naukowym, zagmatwanym językiem. Znacznie bardziej przypomina podręcznik dla studentów psychologii czy dla przyszłych terapeutów, niż poradnik dla przeciętnego Kowalskiego.
Czytamy długi wstęp i wprowadzenie w nadziei, że dowiemy się czegoś ciekawego. Niestety, dostajemy tylko informacje o trygramach, magicznych kwadratach, o ying i yang, obserwujemy chińskie znaczki i poznajemy ich interpretacje. Kiedy w końcu przebrniemy przez to wszystko, docieramy do pierwszego rozdziału. Pochłaniamy historie prababki, babki i wnuczki. Miłosne, nieszczęśliwie kończące się wycisną zapewne łzy z oczu co wrażliwszym kobietom. Dalej czytamy o symptomie Piotrusia i Wendy. Autorka opisuje maminsynków i nadopiekuńcze kobiety. Potem powracamy do nudnych analiz, często nawet nie bardzo wiemy albo i nawet nie chcemy wiedzieć, o co chodzi. Poznając m.in. wpływ ying i yang na nerki i serce, mamy z kolei wrażenie, że to nic innego jak podręcznik do anatomii. Znów następuje czytelniczy kryzys, w którym mamy ochotę zakopać książkę i więcej do niej nie wracać.
W dalszej części „Magii związków” dowiadujemy się o wpływie barw na człowieka. Zapał jednak szybko nam mija, gdy znów natrafiamy na naukową paplaninę i stwierdzenia, że barwa biała symbolizuje ascetę, a osoby chodzące ubrane na brązowo, chcą odizolować się od innych. Plus dodatkowe gadanie o nerkach, wątrobie, sercu i woreczku żółciowym.
Ostatni rozdział nieznacznie ratuje sytuację, chwilami może zainteresować. Mowa w nim o wierzeniach dawnych Słowian. Mimo to książka wypada kiepsko, a naukowy język odstrasza i zniechęca do czytania. Tak naprawdę liczymy strony, jakie pozostały do jej ukończenia. Zdecydowanie, nie polecam.
Wioleta Derkowska
(wioleta.derkowska@dlalejdis.pl)
Anna Czelej, „Magia związków”, Studio Astropsychologii 2011
Komentarze