Nie da się więc ukryć, że jest to swoisty patchwork z tych powieści, które odniosły sukces w ostatnich latach. Moda na wilkołaki, elfy, trolle, czy wampiry, opanowała świat i nic dziwnego, bo ucieczka w krainę baśni, niesie za sobą niezwykle przyjemne doznania, niezależne od wieku czytelnika.
Pomimo jednak tego, że Karen Marie Moning, napisała powieść czerpiącą jakby „zyski” z pracy i wyobraźni innych autorów, nie można zaprzeczyć, że książka na swój sposób jest inna. Nie kopia, kalka już zasłyszanych historii, jedynie powieść-saga, odpowiadająca na zapotrzebowanie współczesnych czytelników.
Wspólnym mianownikiem dla wielu historii paranormalnych, jest postać bohaterki, młodej dziewczyny, zupełnie zagubionej w otaczającym świecie. Bezradnej, choć wygadanej i odważnej, często w bezmyślny, lecz niepozbawiony uroku sposób. Jej przemyślenia, przygody i zauroczenia stają się kanwą powieści.
Nie inaczej jest w przypadku Mac, 22-letniej bohaterki „Mrocznego szaleństwa”, obdarzonej mentalnością rozpieszczonej nastolatki ze skłonnością do różu. Tajemnicza śmierć siostry, przyspiesza znacznie proces jej dojrzewania. Jej dziecięcy świat pełen bezpieczeństwa i małomiasteczkowej nudy, zamienia się na nowy, niebezpieczny i przerażająco prawdziwy. Odkrycie istnienia równorzędnego świata, w którym Jasny i Mroczny Dwór prowadzą krwawą walkę, a także trudnej do zaakceptowania prawdy o własnej tożsamości, przeistacza Mac w waleczną kobietę, gotową na wszystko, by nie tylko pomścić śmierć swej jedynej siostry, ale także stanąć do walki o ocalenie świata.
Karen Moning potrafi dozować napięcie. Wiedząc, że „Mroczne szaleństwo”, to pierwsza część sagi, kontroluje tempo akcji, ani nas nie zanudzając, ani też nie zarzucając nadmiarem informacji i wydarzeń. To umiejętne operowanie przez autorkę tajemnicą, to główny jej atut, ciężko bowiem jest dziś przebić się z nową powieścią, gdy większość wydaje się podobna. Tu jednak, choć początkowo informacja o tym, że w książce mają pojawić się elfy i wampiry, trochę mnie przeraziła (bo w końcu ile można?), to jednak w rezultacie mile zaskoczyła. A w dużej mierze stało się tak, dzięki ukazaniu elfów w nowym świetle, nadaniu im nowego i nieznanego jeszcze oblicza. Przedstawiane do tej pory jako waleczne, piękne i dobre, dają się także poznać z drugiej, mrocznej strony.
Gdyby jednak nie zwięzły, prosty i przemawiający do wyobraźni styl pisania, Karen Moning mogłaby nie obronić swojej serii, przed krytyką. Czasem nawet dobry pomysł, nie jest w stanie wywindować książki na szczyt, jeżeli nie idą za tym inne walory.
„Mroczne szaleństwo” jest powieścią skierowaną nie tylko do młodzieży. Powiedziałabym nawet, że autorka usiłuje trafić bardziej do dojrzałych czytelników, którzy również chcieliby oderwać się od szarej rzeczywistości i poczuć znowu ciekawość dziecka. Dużym sukcesem jest to, że udało się autorce stworzyć coś nowego, na bazie postaci już funkcjonujących w umysłach i wyobraźni czytelników. Nie jest jednak łatwym zadaniem, zainteresować miłośników gatunku. Czy uda się ich oczarować i zaskoczyć w kolejnych odsłonach? Warto przekonać się samemu…
Ewa Podleśna-Ślusarczyk
(ewa.podlesna@dlalejdis.pl)
Karen Marie Moning, „Mroczne szaleństwo”, Wydawnictwo MAG, Warszawa 2011
Komentarze